Ciekawe czy jeszcze pamiętam, jak się pisze. Tak dawno tego nie robiłam, że to wcale nie jest dziwne stwierdzenie.
Dużo czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Tak dużo, że już nawet nie będę sprawdzać.
Czy uda się pisać częściej, wcale nie jestem pewna, tak wiele się ostatnio dzieje.
Zmieniło się od ostatniego razu tak wiele.
Grafiki, które były moim ostatnim odkryciem zeszły na dalszy plan, bo brakuje mi na nie zwyczajnie czasu.
Nie rezygnuję, ale wrócę do nich za jakiś czas.
Bo teraz w moim życiu pojawił się zupełnie nowy SENS.
Ten wpis jest o zmianie życia, o odnajdywaniu tego nowego sensu i o tym, jak trafiłam na kierunek terapia zajęciowa.
Spotkanie, które wszystko zmieniło
Śpiewam od lat w chórze. Pisałam już o tym tutaj kilka razy, ale nawet nie liczę na to, że ktoś, kto o tym kiedyś czytał, jeszcze tu zagląda.
Tak więc śpiewam w chórze. Od wielu lat. Kocham to. To jest to, co ratowało mnie niejednokrotnie przed rozpaczą, kiedy nic się nie układało, albo coś się psuło, albo brakowało mi sił.
Szłam na próbę, śpiewałam i pojawiała się radość, wracały siły.
To prawdziwa magia i błogosławieństwo.
No i wraz z moim chórem zostaliśmy zaproszeni w 2023, a później w 2024 roku do udziału w Jasełkach, tworzonych przez podopiecznych Fundacji L’Arche.
Fundacja L’Arche opiekuje się dorosłymi osobami z niepełnosprawnościami. Jednym z priorytetów ich działalności jest stworzenie dla tych osób bezpiecznego miejsca do życia czyli mieszkań, w których będą mogli żyć wspomagani przez osoby, które będą im pomagać w ogarnianiu codzienności.
Mają być zaopiekowani i szczęśliwi.
Podczas pierwszych Jasełek patrzyłam na tych wszystkich ludzi, aktorów i ich asystentów i byłam zafascynowana, ale Jasełka się skończyły, a ja wróciłam do codzienności.
Za drugim razem jednak, kilka miesięcy od wspólnego występu coś nagle w mojej głowie kliknęło.
I zaczęłam intensywnie zastanawiać się czy ja mogłabym znaleźć sposób, żeby zostać kimś takim, jak ci, którzy towarzyszyli aktorom z niepełnosprawnością. Towarzyszyć, pomagać, być.
Wątpliwości, które prawie mnie zatrzymały
Myślałam, ale dominowały w mojej głowie przede wszystkim wątpliwości.
Bo przecież kto w moim wieku zastanawia się nad całkowitą zmianą życia? Emerytura już tuż tuż, a ja wymyślam jakieś cuda na kiju.
Nie dawało mi to jednak spokoju.
Zaczęłam się rozglądać, czytać. Trafiłam na szkołę, która ma bardzo bogatą ofertę przeróżnych kursów i kierunków w ramach szkoły policealnej, TEB Edukacja się nazywa.
I znalazłam. Terapeuta zajęciowy. Bingo.
Zapisałam się chyba w kwietniu. Nauka rozpoczynała się we wrześniu.
O mały włos, tuż przed rozpoczęciem roku nie zrezygnowałam, bo jak zwykle moja marudna natura chciała wziąć górę: stara baba jesteś, gdzie się będziesz pchać między młodziaków. Albo: nie będę miała na nic czasu, pewnie i tak nie znajdę pracy, po co mi to, itp. itd.
Rzutem na taśmę, 31 sierpnia powiedziałam sobie: idź, pewnie ci się nie spodoba, to zrezygnujesz.
I poszłam.
I to była moja najlepsza decyzja od wielu lat.
Nauka i odkrywanie nowej drogi
Łatwo nie jest. Bo faktycznie nie mam na nic czasu. Mój tydzień to istne szaleństwo, ale jestem szczęśliwa.
Bardzo zmęczona, ale bardzo szczęśliwa.
Uczę się rzeczy, które mnie interesują, fascynują.
Otwieram swoją głowę, uruchamiam swoją uśpioną przez lata kreatywność, bo terapeuta zajęciowy to musi być człowiek z otwartą głową.
Nagle odkrywam, że moja empatia, z którą nie bardzo wiadomo było dotąd co zrobić, może się przydać.
A to, że słucham ma znaczenie.
Mam genialną grupę.
Mam cudownych wykładowców, którzy są praktykami, dlatego dzięki nim również my mamy okazję być w tych miejscach, w których ta terapia jest na co dzień praktykowana.
Świetlice środowiskowe, Zakład Opiekuńczo Leczniczy, Opolskie Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dzieci z Trisomią 21.
Chociaż jesteśmy dopiero na 2 semestrze już mamy okazję zobaczyć, doświadczyć z bliska, zastanowić się, co najbardziej do nas pasuje. Bo przecież nikt nie nadaje się do wszystkiego.
Praca z osobami z Trisomią 21 – moje marzenie
I tak ja coraz bardziej mam przekonanie, że moim marzeniem jest praca z osobami z Trisomią. Jeśli ktoś nie wie co to Trisomia 21 to jest to znany wszystkim Zespół Downa.
Zostałam wolontariuszką. Co środę przyjeżdżam, żeby wziąć udział w zajęciach kreatywnych, pobyć, wysłuchać, porozmawiać. Poznać tych wspaniałych, jedynych w swoim rodzaju ludzi, którzy nie tylko wiecznie się uśmiechają i przytulają, jak wielu myśli, ale mają swoje zmartwienia i kłopoty, ale i, a może przede wszystkim, marzenia.
Ostatnio zostałam również asystentką chłopca, podopiecznego Triso. O tym opowiem może za jakiś czas, bo to dopiero początki.
Mam wielką nadzieję, że uda mi się skończyć szkołę i znaleźć pracę.
Że będę mogła być potrzebna i że swoją pracą będę mogła sprawić, że czyjeś życie będzie lepsze.
Czym naprawdę jest terapia zajęciowa?
Bo terapia zajęciowa to nie jest jedynie, jak podobno wielu myśli, organizowanie czasu wolnego ludziom, którzy w naszym odbiorze są chorzy, niepełnosprawni, starzy, inni, nie mieszczą się w naszym obrazie świata. Terapia zajęciowa jest pewnego rodzaju rehabilitacją. Ma usprawniać, ma przystosowywać, ma przywracać, to, co zostało utracone. Ma budować poczucie wartości, budować więzi. To forma rehabilitacji, która pomaga osobom z niepełnosprawnościami, takimi lub innymi, odzyskać sprawność, budować poczucie własnej wartości i odnaleźć się w codziennym życiu.
To piękna praca.







Dodaj komentarz