Miłość i odpowiedzialność

samotnie nad morzem
foto: Patryk Sobczak

Taka historia.
Majowe przedpołudnie nad polskim morzem. Ani ciepło, ani zimno, trochę pochmurno, trochę strasznie i jak zawsze wietrznie. Pusta plaża tylko przy jednej z palisad stoi kobieta z małym dzieckiem w chuście, a obok niej jeszcze dwójka dzieci: na oko 5-letnia dziewczynka i 9-letni chłopiec. Wszyscy wpatrują się w koniec palisady, coś głośno krzyczą i śmieją się, dzieci podskakują, widać, że są podekscytowane.
Na końcu palisady szczupły mężczyzna balansując ciałem, stara się przejść do samego końca.
Macha do nas i uśmiecha się.
I nagle lewa noga ześlizguje mu się z drewnianego bala i mężczyzna traci równowagę. Walczy jeszcze rozpaczliwie przez chwilę, ale nie udaje mu się utrzymać i z impetem wpada w huczące, niespokojne morze.

Na brzegu na moment zapada całkowita cisza, troje oczu w napięciu wpatruje się w fale. Mija jedna chwila i druga, a tata nie wypływa na powierzchnię.
Dzieci i kobieta zaczynają rozpaczliwe przywoływać mężczyznę, jednocześnie wzywając ratunku.
Na plaży nie ma jednak nikogo poz nimi. Tylko mewy pomagają krzyczeć.

To wszystko na szczęście się nie wydarzyło, to zadziałała tylko moja wyobraźnia, kiedy usłyszałam od córki:
– wiesz mamo, a Bartek opowiadał, że jak byli z rodzicami nad morzem w majowy weekend, to jego tata przeszedł aż do samego końca po tej palisadzie, co myśmy widzieli, pamiętasz?
Pamiętam. Pamiętam też, że obok każdej palisady stoi tabliczka z zakazem spacerowania po niej. Pamiętam też, że palisady są bardzo śliskie, bo przez cały czas obmywane przez morską wodę, a morze jest bardzo wzburzone i czarne i nie wiadomo wcale, jak jest głębokie.

Ja wiem, że wychodzę w tej chwili na starego, nudnego zgreda. Nic jednak nie poradzę na to, że uważam, że kiedy się jest ojcem czy mamą, to oprócz fantazji, odrobiny szaleństwa, swobody i chęci czy prawa do dobrej zabawy, trzeba zostawić jeszcze trochę miejsca na odpowiedzialność za swoje dzieci i za siebie. Bo nasze dzieci raczej sobie same, bez nas, nie poradzą.
Nie potrzeba wiele, po prostu trochę wyobraźni i miłości.

Bo, co teraz stanie się z tą kobietą z dzieckiem w chustce i dwójką dzieci u boku?
Jak sobie poradzi sama z wychowaniem, zarabianiem na utrzymanie, samotnością i bólem?
Została sama ze wszystkimi sprawami, ze wszystkimi naprawami zepsutego sprzętu, chorobami dzieci i swoimi, zebraniami w przedszkolu i w szkole, uroczystościami, na których trzeba być, żeby dziecku nie zrobić przykrości, z kupnem nowych butów i wizytą w urzędzie, wymianą koła w samochodzie…

Tak, da sobie radę, bo będzie musiała, ale jakim cierpieniem będzie to prawdopodobnie okupione.
A przecież ona mogłaby wcale nie cierpieć, gdyby nie jego pomysły.
Podsumowując mój przydługi wywód: jeśli kochasz, bądź uważny i odpowiedzialny.

 

 

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Miłość i odpowiedzialność”

  1. Bardzo ciekawy wpis. Nie wyobrażam sobie być na miejscu takiej kobiety, która zostaje sama. Ale tak to chyba z tą wolnością jest, że musimy ją dawać bliskim (kiedyś, w przyszłości naszym dzieciom, których odejście też spowodowałoby zawalenie się naszego świata!) i liczyć na ich odpowiedzialność 🙂

    1. admin

      Zgadza się, wolność należy się każdemu. I naszemu partnerowi i naszym dzieciom i nam samym. I chociaż odczuwamy strach i obawę przed tym, co może spotkać nasze dziecko i tak pozwalamy mu wyjść w świat. Uważam jednak, że są sytuacje, takie jak ta opisana na przykład, kiedy ponad swoje widzimisię, potrzebę wolności czy szaleństwa, jak zwał tak zwał, wypadałoby postawić jednak po prostu dobro człowieka czy ludzi, za których chcę czy nie chcę, jestem odpowiedzialny/a.

Leave a Comment