Mój Adwent – dzień 11, 12, 13 i już 14

adwentowe wyzwania
foto: Myriams-Fotos

Powoli dobiegamy do końca, do celu, do wigilijnej nocy.
Nie było czasu na pisanie, bo przyziemne, ale i przyjemne sprawy pochłonęły mnie całkowicie. Porządki, planowanie kolejnego tygodnia, żeby ze wszystkim zdążyć i całkiem nie zgłupieć.
Zakupy, prezenty, lepienie pierogów i uszek.
U nas to wspólne zadanie, to lepienie. Spotykamy się wszystkie trzy: mama, siostra i ja i teraz moje dziewczyny i cały dzień lepimy. Krzywe niektóre te pierogi, jedne małe, inne wielkie, ale to dlatego, że przy tym jest dużo gadania i śmiechu. Do tego jeszcze trzy psy, które wiecznie kręcą się pod nogami i właściwie to można oszaleć, ale jest fajnie.
Dziewczyny zawsze czekają na ten dzień i uwielbiają tę naszą „rodzinną tradycję” jak mówią.
Efekt końcowy zawsze smaczny pomimo mizernych walorów estetycznych.

No i czasu na pisanie nie było.
Podsumowując już więc tak powoli ten Adwent, to w sumie jestem zadowolona. Nie do końca, bo porażki zaliczyłam. Zwłaszcza to ćwiczenie cierpliwości trochę nie do końca wyszło, ale plusem tego postanowienia jest to, że więcej ze sobą rozmawiam w kryzysowych momentach i częściej udaje mi się siebie przekonać, że lepiej teraz policzyć do 10.
A  drugim plusem jest to, że przy porannym czytaniu zostanę już, mam nadzieję na zawsze.
Trochę ciężko u mnie czasami, a może częściej niż czasami, ze zrozumieniem, zwłaszcza fragmentów Starego Testamentu, ale myślę, że to kwestia czasu i doczytania i dosłuchania mądrzejszych ode mnie, albo modlitwy i cierpliwości, albo jednego i drugiego razem.

No i to wszystko w sumie, żadnych nowych zadań przed sobą już nie stawiam. I chociaż może obiektywnie tego niewiele,  pomimo różnych mniejszych i większych i największych smutków daje nadzieję na to, że coś pięknego może się zdarzyć zawsze i że zawsze warto spróbować coś zmienić na lepsze. Bla,bla, bla po prostu jestem szczęśliwa, że coś spróbowałam zrobić, żeby się zmienić i że mi się troszeczkę udaje.
A teraz już dam Wam od siebie odpocząć, bo każdy ma swoje sprawy na głowie i wracam do normalnego blogowania czyli nie za dużo, nie za mało.
Miejcie się dobrze, jak mawia ojciec Adam 🙂

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment