Jeśli bardzo chcesz, spróbuj, podobno jest smaczny

Niektórzy z najzagorzalszych fanów kosmetyków Organic Life opowiadają, że są tak naturalne, że można je jeść.
I ponoć jedzą. Szczególnie smaczny ma być podobno Peeling cukrowy do ciała odmładzająco-regenerujący
Nie próbowałam i  szczerze mówiąc nie bardzo mam na to ochotę, wolę jednak oczywisty podział 🙂

Z drugiej strony taka wiadomość prawdopodobnie wzbudza większe zainteresowanie niż zwyczajne powiedzenie komuś: słuchaj, nasz peeling jest po prostu doskonały.

Tak a propos przypomniała mi się scena z pewnego filmu pt. „Mama i ja” Nic nadzwyczajnego, takie milutkie kino familijne bardziej, w roli głównej Barbra Streisand jako ciągle jeszcze dobrze trzymająca się matka nieporadnego życiowo ciapowatego naukowca, który wynalazł właśnie cudowny środek czyszczący. Teraz próbuje go sprzedać, żeby świat się o nim dowiedział, a ludziom żyło się bezpieczniej.
Ze sprzedażą mu jednak nie po drodze, więc mama próbuje mu pomóc.
Jedną ze złotych rad, jaką mu daje, jest ta: wypij ten płyn. Niech na własne oczy przekonają się, jaki jest niezwykły i doskonały.
Ten jednak unosi się honorem i nie zamierza zrobić niczego tak idiotycznego i jak uważa, poniżającego.
I tak długo nie udaje mu się sprzedać ani jednej butelki swojego niezwykłego płynu, dopóki na jednej z ostatnich prezentacji zdesperowany, nie odrzuci swojej fałszywej dumy, nie zrobi show i nie wypije płynu.
Robi furorę i kroczy odtąd po złotej ścieżce do dobrobytu i szczęścia.
The End.

Bo dermokosmetyki Organic Life są po prostu najlepsze

Jak widzicie może to być świetny chwyt marketingowy, jednak ja mam trochę z synalka i nie do końca lubię robić z siebie wariatkę, przynajmniej nie zawsze. I nie jestem zdesperowana, bo jestem przekonana, co do jakości kosmetyków Organica i nie zamierzam w najbliższej przyszłości zjadać ani grama cukrowego peelingu, a jedynie zużyć go do pielęgnacji.
To, że używam tych kosmetyków od lipca czy sierpnia ubiegłego roku i nie mam zamiaru zamieniać ich na żadne inne, nie jest spowodowane tym, że można je zjeść.
Nie jestem weganką, ani nawet wegetarianką, do których m. in. nasze kosmetyki, jako 100-procentowo naturalne, są kierowane.

Mnie do tych kosmetyków, oprócz ich naprawdę doskonałego działania na moją skórę,  przekonuje fakt, że: są produkowane w Polsce, przez polską firmę rodzinną.
Że skład każdego z kosmetyków został opracowany przez właściciela firmy, na miejscu, w polskim laboratorium a do produkcji zostały użyte ekstrakty z roślin wyhodowanych na polskich certyfikowanych plantacjach, lub na plantacjach znajdujących się w innych częściach świata, też certyfikowanych.
Kosmetyki są pakowane do opakowań produkowanych przez polską firmę, która  używa m. in. ekologicznej farby, ekologicznego kleju. Ponieważ segregujemy śmieci, opakowania po ich opróżnieniu zostaną poddane recyclingowi.
Czyli stuprocentowa ochrona środowiska. Czy to nie piękne?

Gdzie jest jakiś haczyk?

Na razie nie znalazłam.
Na razie cieszę się, bo czuję się bezpiecznie, bo mogę mieć poczucie, że chociaż w taki sposób odrobinę przyczyniam się do tego, że tej naszej biednej Planecie będzie odrobinę lżej.
Może to złudne – już sobie wyobrażam te drwiące uśmieszki ludzi twardo stąpających po ziemi.
Może to myślenie jest naiwne, ale mnie to nie obchodzi. Wolę robić tak niewiele, niż nie robić nic.
A do tego nareszcie czuję, że nie szkodzę swojej skórze, ale jej pomagam.
Trudno opowiedzieć o tym co się czuje, ale przez całe życie prawie nie używałam kosmetyków, bo zawsze miałam kłopoty ze skórą i wrażenie, jakby ona się dusiła. Wiem, brzmi to idiotycznie, ale tylko to przychodzi mi do głowy, kiedy wspominam swoje wcześniejsze doświadczenia z różnego rodzaju kosmetykami.

Bez względu na to jakiej były firmy, ile kosztowały, jakiej by nie były generacji, ile „cudownych” składników w sobie zawierały.
Teraz nie mam tych problemów i gdyby nie to, że chciałabym, żeby dowiedziało się o nich, jak najwięcej osób, mogłabym o nich zupełnie zapomnieć do kolejnych zakupów.
A i jeszcze na dodatek nie wydaję na nie majątku, jak ma to miejsce w przypadku innych kosmetyków naturalnych.
Swoją drogą, ciekawe co w nich jest takiego cennego, że kosztują kilka razy więcej od dermokosmetyków Organic Life?
Wie ktoś może? Oczywiście oprócz marki lub nazwiska znanej osoby, które je tworzy czy reklamuje.

Related posts

Dodaj komentarz