Wychowywanie dzieci to służba.
To słowa, które ostatnio usłyszałam z ust siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Pewnie ją znacie, to ta siostra w szarym habicie w okularach na nosie, która zajmuje się działalnością charytatywną.
Wychowywanie dzieci to służba…
Można się zgodzić z tymi słowami, można się nie zgodzić, ale w dzisiejszym świecie to słowa zaskakujące, dziwne, niewygodne.
I jednocześnie słowa, które, przynajmniej mnie, zatrzymują.
Jak to?
Nikt dzisiaj nie chce przecież nikomu służyć.
Dzieci mamy dlatego, że chcemy, dlatego, że czujemy taką potrzebę, dlatego, że tak po prostu jest, że kiedy ludzie decydują się spędzić ze sobą życie, chcą mieć także i dziecko.
Powodów jest mnóstwo, ale, żeby służyć?
Co to w ogóle znaczy?
Służyć komu? Dziecku?
Społeczeństwu, światu poprzez wychowanie własnego dziecka ?
A może jedno i drugie?
Jak się to ma do tego, co robimy my, współcześni rodzice?
Oczywiście, że kochamy, że chcemy najlepiej, staramy się zapewnić wszystko to, co jest możliwe.
A jednocześnie nie mamy czasu, żeby razem pobyć, porozmawiać, posłuchać, pobawić się, pogapić się, nic nie robić…
Często jest tak, że mamy plan na życie dla naszych pociech, który bezwzględnie staramy się zrealizować.
Często staramy się dopasować swoje dziecko do własnych wyobrażeń na jego temat.
Często traktujemy nasze dziecko, jak własność, zapominając o tym, że ono nie jest dla nas, ale dla siebie, dla świata, dla Boga, jeśli ktoś wierzy i na końcu dopiero dla nas.
I jednocześnie nie jesteśmy konsekwentni, nie uczymy przestrzegania zasad, wychowujemy małych egoistów, dla których świat kończy się na wysokości własnego nosa
Wychowywanie dzieci to służba.
Może warto się nad tym jednak zastanowić.
——————————————————–
Foto: https://pixabay.com/pl/users/cherylholt-209609/








Dodaj komentarz