Moje dziecko tylko moje?

foto: coloniera2
foto: coloniera2

Wychowywanie dzieci to służba.
To słowa, które ostatnio usłyszałam z ust siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Pewnie ją znacie, to ta siostra w szarym habicie w okularach na nosie, która zajmuje się działalnością charytatywną.

Wychowywanie dzieci to służba…
Można się zgodzić z tymi słowami, można się nie zgodzić, ale w dzisiejszym świecie to słowa zaskakujące, dziwne, niewygodne.
I jednocześnie słowa, które, przynajmniej mnie, zatrzymują.

Jak to?
Nikt dzisiaj nie chce przecież nikomu służyć.
Dzieci mamy dlatego, że chcemy, dlatego, że czujemy taką potrzebę, dlatego, że tak po prostu jest, że kiedy ludzie decydują się spędzić ze sobą życie, chcą mieć także i dziecko.
Powodów jest mnóstwo, ale, żeby służyć?

Co to w ogóle znaczy?
Służyć komu? Dziecku? Społeczeństwu, światu poprzez wychowanie własnego dziecka ?
A może jedno i drugie?

Jak się to ma do tego, co robimy my, współcześni rodzice?
Oczywiście, że kochamy, że chcemy najlepiej, staramy się zapewnić wszystko to, co jest możliwe.

A jednocześnie nie mamy czasu, żeby razem pobyć, porozmawiać, posłuchać, pobawić się, pogapić się, nic nie robić…
Często jest tak, że mamy plan na życie dla naszych pociech, który bezwzględnie staramy się zrealizować.
Często staramy się dopasować swoje dziecko do własnych wyobrażeń na jego temat.
Często traktujemy nasze dziecko, jak własność, zapominając o tym, że ono nie jest dla nas, ale dla siebie, dla świata, dla Boga, jeśli ktoś wierzy i na końcu dopiero dla nas.
I  jednocześnie nie jesteśmy konsekwentni, nie uczymy przestrzegania zasad, wychowujemy małych egoistów, dla których świat kończy się na wysokości własnego nosa

Wychowywanie dzieci to służba.
Może warto  się nad tym jednak zastanowić.

*********************************************************************************************************

Zakupy tańsze nawet o 90% – sprawdź

Tutaj także bywam

Related posts

2 Thoughts to “Moje dziecko tylko moje?”

  1. Myślę nad tymi slowami i czuję wewnętrzy sprzeciw. Dziecko wyrasta w rodzinie. Rodzina to wiele wielokierunkowych relacji i moim zdaniem nie jest dobrze gdy jacyś jej członkowie permamentnie sa na pierwszym planie i nie mówię to o oczyiwstych oczywistościach typu dostosowanie się do potrzeb małego dziecka.

    1. admin

      Też myślę nad tymi słowami, ale jednak nie czuję sprzeciwu. Bo wydaje mi się, że tu chodzi raczej nie o wystawianie kogokolwiek na pierwszy plan, ale raczej o decyzję, świadomą decyzję na początku, może nawet w momencie, kiedy decydujemy się na dziecko. Świadomą decyzję co do tego, że to dziecko będzie tak samo ważne, jak wszystko inne, co kochamy.
      Mnie się wydaje, że chodzi tu bardziej o uwzględnienie malucha w swoich planach, ustawienie w priorytetach na właściwej pozycji.
      Takie małe przykładowe porównanie: można wziąć pięciolatka w góry, żeby poznał smak przygody, ale na trasę, którą pięciolatek zdoła pokonać, ale nie można wziąć pięciolatka na Giewont, bo sobie nie poradzi i może to być dla niego niebezpieczne. Pięciolatek nie jest tu na pierwszym planie, ale jest bardzo ważny, a Ty służysz mu swoją wiedzą, miłością, bo zapewniasz mu bezpieczeństwo i dajesz możliwość przeżycia czegoś wspaniałego

Leave a Comment