Moja mama zawsze mi powtarzała, że „najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa”. Bardzo długo nie rozumiałam o co jej chodzi. Jeśli zdarzyło mi się skłamać, a zdarzyło, po prostu się wstydziłam i trochę bałam kary, jaka by ona nie była.
Całkiem niedawno dopiero pomyślałam, że te słowa mojej mamy mówią o tym, że mówiąc prawdę, nawet po czasie, dajemy szansę sobie i tym, których okłamaliśmy.
Sobie szansę na to, żeby poczuć się wreszcie wolnym od brzemienia.
Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi i coś w tym jest. Kiedy skłamiesz, wciąż musisz się mieć na baczności, żeby czegoś nie wypaplać.
Unikasz tematów, unikasz ludzi, których oszukałeś. Czujesz się winny. Źle się czujesz.
Kiedy się przyznasz, dajesz ludziom, których oszukałeś, szansę na wybaczenie.
Już nie muszą żyć w nieświadomości.
Już nie muszą być narażeni na śmiechy za plecami, bo być może inni już wiedzą.
Mogą sprawdzić na ile są, powiedzmy miłosierni ( inne słowo nie przychodzi mi teraz do głowy). Pamiętasz? Najgorsza prawda lepsza od kłamstwa.
Być może Twoja relacja z tym, kogo okłamałeś, nie będzie już więcej taka, jaka była wcześniej, ale może być i tak, że po czasie, w którym on musi dojść do siebie, wybaczy Ci.
Zwłaszcza, jeśli to ktoś bliski. Bo, żeby się przyznać, trzeba mieć jednak odwagę.
Dlatego, kiedy wychowujemy swoje dzieci, staramy się im zaszczepić te proste zasady: nie kłam, nie oszukuj, postępuj fair wobec rodziców, rodzeństwa, kolegów, nauczycieli, wszystkich, których spotkasz.
Nie dzielimy włosa na czworo, bo najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.
Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były uczciwe i żeby były uczciwie traktowane.
Na pewno skłamią, to więcej niż pewne, muszą spróbować.
Muszą spróbować na co mogą sobie pozwolić, muszą sprawdzić, jak się z tym poczują, muszą się dowiedzieć czy gra warta jest świeczki.
I kiedy tak się stanie, będziemy cierpieć i czekać z nadzieją, że to, co im przekazaliśmy, stanie się rzeczywistością i one będą wiedziały, jak postąpić. Nie będziemy usprawiedliwiać, bo żadne okoliczności nie usprawiedliwiają kłamstwa.
Oczywiście nie mówimy tu o sytuacji, kiedy powiesz bardzo brzydkiej koleżance, że jest ładna, żeby nie robić jej przykrości, bo po co, albo skłamiesz, żeby ratować komuś życie.
Kiedy byłyśmy dziećmi, pojechałyśmy z siostrą na kolonię. Siostra trochę w tamtym czasie chorowała, a uwielbiała lody. Dlatego mama prosiła nas przed wyjazdem, żebyśmy kupowały tylko jednego loda dziennie.
Podczas jednej z wycieczek koleżanka zaproponowała: kupmy jeszcze jednego.
Była chwila konsternacji, a potem odpowiedź: mama nam nie pozwoliła.
No, ale mama nie widzi.
Fakt, nie widzi, ale myśmy obiecały.
To oczywiście nie zawsze się udaje i nie zawsze jest tak pięknie, ale najważniejsze, że przynajmniej raz na jakiś czas się zdarzy. Że jest ten moment zawahania. Że jest fundament.
No i to tyle refleksji na dzisiaj w temacie bardzo aktualnym chyba zawsze.
I myślę tym razem, że nie jestem mimo wszystko naiwna, bo tak naprawdę chodzi o uczciwość i prawdę i w efekcie trochę lepszy świat.








Dodaj komentarz