
Jedni w nie wierzą i odczuwają ich obecność, inni tylko się pod nosem uśmiechają.
Jak tu jednak nie wierzyć w anioły?
Nie w takie białe, ze skrzydłami z piór, w powłóczystych szatach, z białymi lokami…
Czy na świecie istnieją anioły?
Jak jednak nazwać kogoś, kogo nikt nie zna, kogo nikt nie widział, a kto od dziesięciu już prawie lat co roku wpłaca pół miliona euro na konto miasta, żeby pomóc w ratowaniu jego zabytków?
Bez tych pieniędzy przygraniczne Goerlitz zniszczone, a bardziej zaniedbane w czasach „wspaniałej” ery socjalizmu z pewnością popadłoby po prostu w ruinę.
To bardzo tajemnicza sprawa.
Kto ma aż tyle pieniędzy, żeby je ot tak po prostu oddać?
Jakie są jego motywy?
Kocha Goerlitz, kocha architekturę, kocha kogoś w Goerlitz, ma wyrzuty sumienia, a jeśli tak, to z jakiego powodu?
Jak długo będzie wspierał miasto?
Czy na świecie istnieją anioły?
Jak nazwać tych, którzy jakoś tak przypadkiem stają na drodze ludzi znajdujących się nad przepaścią?
Wyciągają rękę i wbrew wszystkiemu i wszystkim pomagają, choć wydawać się może, że nie ma już ratunku.
Pojawiają się, żeby pomóc odkryć talent, którego nikt wcześniej się nie spodziewał, po prostu trzymają za rękę w najgorszych momentach życia, albo pozwalają staruszce skorzystać z własnych pleców w zatrzaśniętej windzie.
Nie słychać szumu skrzydeł, nikomu na głowę nie sypie się pierze, na niebie nie pojawia się cień i nikt dzisiaj nikogo nie nazywa aniołem.
A jednak ja twierdzę, że anioły istnieją, żyją sobie obok nas i ujawniają się dopiero wtedy, kiedy to konieczne.
Ta myśl daje mi poczucie spokoju i nadziei, że moje dzieci są na tym świecie bezpieczne, pomimo wszystko.
Skąd są i dlaczego są, to ma dla mnie głębszy wymiar, ale o tych sprawach piszę na swoim drugim blogu, a tu chciałam tylko podzielić się pozytywnym uczuciem harmonii i bezpieczeństwa








Dodaj komentarz