Słoiczek z fitoregulatorem smocza krew, który wyleczył bliznę
Dermokosmetyki

Blizna na czole – o tym, jak natura zrobiła swoje

Czy blizna może zniknąć niepostrzeżenie?
Kiedy się kogoś widzi na co dzień pewne rzeczy przestaje się dostrzegać.
Na przykład właśnie bliznę pomiędzy oczami, którą moja córka nosiła na czole od kiedy skończyła 3 lata.
Dzisiaj dziewczyna ma już 16 lat.
Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy kilka dni temu spojrzałam na nią jakoś uważniej.
Okazało się bowiem, że blizny na czole już nie ma.

Zszywać nie trzeba było, ale blizna została

Kiedy moja córka miał 3 lata, była bardzo ruchliwą dziewczynką.
Trudno było ją upilnować i za nią nadążyć.
I jak to maluchy mają w zwyczaju, nie odstawiała na miejsce zabawek.

Miała swój ulubiony stołeczek, który przynosiła do pokoju, siadała na nim i opowiadała różne historie.
A wszyscy obecni musieli jej słuchać i bić brawo.
Bardzo to lubiła.
My zresztą też.

Pewnego dnia nie odstawiła stołeczka na miejsce, a ja o nim zapomniałam.
I doszło do wypadku.
Potknęła się i upadła uderzając czołem o jego kant.
Później dziękowałam Bogu, że nie straciła oka, bo trafiła dokładnie w miejsce pomiędzy oczami.

Rana był spora, krwi co niemiara, ale po pierwszej panice udało się ją zatamować.
Okazało się, że nie trzeba będzie szyć.
Zagoiło się wszystko całkiem szybko, niestety jednak, została ta duża, biała, odznaczająca się blizna.

Blizna nie była przeszkodą do zawierania przyjaźni

Początkowo martwiłam się.
Wyobrażałam sobie, że dzieci będą się z córki śmiały, że nie będą chciały się z nią może bawić.
Że ona będzie się tej blizny wstydziła.

Na szczęście jednak żadne moje obawy się nie sprawdziły.
Kiedy wróciła do przedszkola, dzieci jej współczuły.
Koleżanki chciały pomagać, interesowały się tym czy czoło nie boli.

Później również, nikt nie interesował się tym, jak wygląda czoło mojej córki.
Ona w, tamtym czasie jeszcze, nieczęsto zaglądała do lustra, więc nie zaprzątała sobie tym tematem głowy.
Kiedy poszła do szkoły, w żadnej grupie, w jakiej się znalazła, nikt na bliznę nie zwracał uwagi.

Ja jednak próbowałam znaleźć sposób, na to, żeby ją zminimalizować.
Bo o całkowitym jej usunięciu nawet nie marzyłam.
Pytałam lekarzy, szukałam na własną rękę.
Wykorzystywałam chyba każdy specyfik, który można było zastosować u dziecka, który podsuwał mi ktoś znajomy.
I nic. Blizna, jaka była na początku, taka była po wszystkich próbach.

W końcu ja też przestałam na nią zwracać uwagę.

Blizna nie zniknęła ot tak

To prawdopodobnie był długotrwały proces, który po prostu przegapiłam.
Dlatego nie będzie porównania przed i po 🙂

W 99% za zmianę na czole mojej córki odpowiada fitoregulator Smocza Krew firmy Organic Life.
Sam w pojedynkę, bądź w połączeniu z innym jeszcze fitoregulatorem Oczar Wirginijski.
Tego do końca nie jestem w stanie potwierdzić w stu procentach.
Jak się okazuje, są wśród klientów Organic Life osoby, które mają podobne efekty tylko po zastosowaniu Smoczej Krwi.

A jak to się stało, że ten fitoregulator w ogóle pojawił się wśród kosmetyków mojej Królewny?
Bardzo zwyczajnie.
Kiedy na buzi pojawiły się pierwsze oznaki dojrzewania, nastąpiły intensywne poszukiwania specyfiku, który pomoże się ich pozbyć.
Pierwszy wybór padł, rzecz jasna, na kosmetyki używane przez koleżanki.
Moja propozycja serii #NoPorblem przeznaczonej dla nastolatków została odrzucona w przedbiegach. Tak po prostu dla zasady 🙂
Bo nie pachnie tak ładnie, jak inne.
Opakowanie nie jest takie przyciągające, jak opakowania kosmetyków z drogerii.

Potem, o zgrozo, doszły do tego jakieś korektory, które tylko pogarszały stan z dnia na dzień.
Potem była czarna rozpacz.
Na koniec: mamo ratuj, bo ja już nie wiem, co robić.

Mama ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć: a nie mówiłam i sprezentowała córce serię #NoProblem z aktywnym srebrem do cery trądzikowej.
A potem zaczęła pytać, czytać i słuchać i zaproponowała jeszcze Oczar wirginijski i Smoczą krew.

Z fitoregulatorem poprawa zaszła bardzo prędko

Wypryski pojawiały się i wciąż pojawiają, bo taki to po prostu wiek.
Jednak córka rozprawia się z nimi szybko i skutecznie.

Teraz, kiedy tylko jakiś nieproszony gość pojawia się na twarzy, w ruch idzie antybakteryjny żel punktowy #NoProblem, a na noc Smocza Krew lub Oczar Wirginijski
Moja Królewna nakłada je grubą warstwą na twarz i po nocy jej buzia wygląda zupełnie dobrze.
Oczywiście nic w magiczny sposób nie znika.
Nie zaogniają jednak już istniejące stany zapalne i w efekcie, szybko, szybciej niż przy użyciu innych kosmetyków, buzia się goi i wygląda pięknie.

A „skutkiem ubocznym” tych wszystkich zabiegów jest, jak się okazało, wygojona blizna.
Biorąc pod uwagę kilka podobnych historii, ze Smoczą Krwią w roli głównej, skłonna jestem podejrzewać, że to właśnie ona odpowiada za ten spektakularny efekt.
Bo właściwości ma naprawdę imponujące.

O tym jednak już w następnym wpisie, bo ta moja historia zrobiła się niepostrzeżenie bardzo długa.

Zaglądajcie.
W następnym wpisie opowiem Wam czy smocza krew, jak sama nazwa wskazuje upuszczana jest ze smoka, który mieszka za górami, za lasami?
I skąd się biorą jej niezwykłe właściwości.
Myślę, że warto takie rzeczy wiedzieć 🙂

Tutaj także bywam

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.