Blogerem być

notebook na wakacjach
foto: Picography

Dzisiaj jest jakiś dziwny dzień. Dla mnie rzecz jasna, bo tak w ogóle nic dziwnego ponad to, co każdy z nas uzna za dziwne się nie dzieje.
Dziwny dzień, bo naszło mnie na jakieś refleksje, które niekoniecznie są dla mnie  przyjemne, z którymi będę chyba musiała coś zrobić.

Jestem po lekturze kilku postów kilku blogerów z czołówki naszej rodzimej blogosfery.
Lubię ich, nie wszystkich oczywiście w równym stopniu, ale wszystkich lubię. Piszą ciekawie.
Nie zawsze o sprawach mi bliskich, choć najczęściej tak, bo przecież nikt nie interesuje się tym, co go nie interesuje.
Ich blogi są ładne, nowoczesne, świetnie, jak sądzę zoptymalizowane pod wyszukiwarki.
Oni posługują się najnowszymi aplikacjami, są zawsze na czasie, zawsze tam, gdzie trzeba być, żeby być na topie. Robią piękne zdjęcia, kręcą filmiki. Są wszędzie i dzielą się wszystkim, albo tylko sprawiają takie wrażenie.

Zmieniają szablony swoich blogów, reklamują tak, że właściwie nie widać,  że reklamują, zarabiają, albo tak tylko mówią, nie wiem.
I to wszystko jest imponujące z jednej strony, a z drugiej strony mam coraz częściej wrażenie, że coś jest nie tak, bo coraz częściej te blogi z topu coraz mniej mnie interesują.
Co jakiś czas łapię się na tym, że nie chce mi się czytać wciąż tego samego i oglądać znów podobnych zdjęć.

Moja refleksja nie dotyczy jednak tak naprawdę blogów innych blogerów, a mojego bloga, mojego blogowania, mnie samej.

Z jakiego powodu zakłada się bloga?
Prawdopodobnie powody wszystkich blogerów są takie same, albo podobne.

  • 1. Lubimy pisać, a blog jest miejscem w którym możemy ćwiczyć swoje pióro, jeśli jesteśmy na tyle ambitni, żeby starać się być coraz lepszymi.
    Gabriel Garcia Marquez ćwiczył się pisząc artykuły i artykuliki w pismach, które często sam z przyjaciółmi zakładał. Może dzisiaj prowadziłby blog?
  • 2. Mamy coś, co wydaje nam się wyjątkowe, niezwykłe, coś czym chcemy się podzielić z całym światem. Uważamy, że mamy coś do powiedzenia na wybrane tematy.
  • 3. Dla niektórych blog jest miejscem, dzięki któremu mogą uciec od swojej codzienności, miejscem, w którym dają upust swojej pasji rękodzielnictwa na przykład, miejscem, które pomaga im uporać się z ich demonami. Kiedyś lekarz zalecał pisanie dziennika, dzisiaj niektórzy tak traktują blog.
  • 4. Niektórzy myślą lub mają nadzieję, że dzięki swojemu pisaniu na blogu mogą zmienić kawałek świata.
  • 5. Wielu zakłada blog, bo chce na nim czy dzięki niemu zarabiać.

Wielu blogerów zaczyna pisać z kilku różnych powodów. Wśród nich jestem ja. Moje powody to suma punktów 1, 4 i 5.
Wielu blogerów jest gotowych na wiele, żeby osiągnąć swoje cele. I właśnie tego dotyczy moja dzisiejsza refleksja.
Nie mam zamiaru nikogo oceniać czy krytykować, zastanawiam się po prostu, jak się w tym wszystkim odnaleźć, bo nie na wszystko chcę się zgodzić.

Mam konto na Facebooku, ale niekoniecznie mam ochotę na tym koncie dzielić się wszystkim, co mam. Bo niby dlaczego ktoś, kogo nie znam, albo ktoś, kogo nie chciałabym wtajemniczać w swoje życie, miałby wiedzieć wszystko o mnie?
Lubię mieć swoje tajemnice, lubię pokazywać ludziom to, co sama chcę, żeby wiedzieli, a resztę zostawiam dla siebie.

Lubię robić zdjęcia, ale nie jestem wybitną fotografką. To jednak nie jest podstawowa przyczyna tego, że nie mam konta na Instagramie czy Snaptchacie.
Podstawowa przyczyna jest taka, że nie potrafię uwierzyć w to, że ktoś chciałby wiedzieć o mnie wszytko i oglądać mnie każdego dnia jak jem i co jem, w  co się ubieram, albo jaki sobie kupiłam kubek na ten przykład.
Po co mam fotografować okładkę książki, którą akurat czytam, skoro mogę o  niej i o swoich wrażeniach za chwilę opowiedzieć?

Nie jestem osobą, której ludzkość spija słowa z ust, więc na Twitterze ukazują się tylko zajawki moich postów z bloga, bo nie mam ambicji wypowiadania się na każdy temat.
Uważam, że nie mam prawa wypowiadać się zawsze i wszędzie, bo nie na każdy temat mam coś mądrego, ba w ogóle cokolwiek do powiedzenia.

I stąd właśnie moja dzisiejsza refleksja: rany! ja się nie wpisuję się w ten cały trend!
Czy w takim razie mam szanse na to, żeby zmienić cokolwiek, skoro jednym z powodów założenia bloga był punkt 4?
Czy mam szanse na to, żeby zrealizować punkt 5?
Czy jedynie punkt 1 jest możliwy do zrealizowania? Też fajnie, ale to nie jest jedyny i podstawowy powód, dla którego chcę prowadzić blog.

Nie wiem dzisiaj co z tym wszystkim zrobić.
Wiem, że to, co się dzieje już się nie zatrzyma. Jeśli nie wydarzy się coś, co spowodowałoby, że nasze zdobycze przestaną działać – jakaś burza na Słońcu czy inny kataklizm – nie cofniemy się. I nic nie będzie już takie, jak w czasach, kiedy byłam młodsza.
I dobrze, że ludzkość wciąż wymyśla coś nowego, że życie  może być łatwiejsze, ale myślę jednocześnie, że nie możemy się w tym całkowicie zatracić.
Myślę, że trzeba sobie zostawić kawałek swojego świata tylko dla siebie, bliskich, przyjaciół.

I chyba to nie jest tylko kwestia mojego wieku:-) Wiem, że wśród młodych ludzi też zdarzają się tacy, którzy miewają podobne refleksje.
Nie wiem dzisiaj, co z tym wszystkim zrobić. Spróbuję pewnie poszukać jakiegoś kompromisu, bo pomimo swoich, z braku lepszego słowa powiedzmy, przekonań, zdaję sobie sprawę, że nie mogę zatrzymać się w miejscu, bo nie zrealizuję żadnego ze swoich punktów.
Nawet 1, bo zeżre mnie frustracja. Nikt przecież nie pisze bloga sobie, a muzom. Tak można pisać piórem na papierze.

A tak swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś, Wy, którzy piszecie blogi, jak to będzie za 10, 20 lat? Czy wciąż będziemy pisać w Sieci? Dziś piękni i młodzi, nadążający za trendami, za te 10, 20 lat siłą rzeczy już nie tacy sami. Będziemy pierwszymi, jeśli dotrwamy. Przed nami nie było jeszcze blogerów- seniorów:-) jako pokolenia.

 

Tutaj także bywam

Related posts

8 Thoughts to “Blogerem być”

  1. Witaj.
    Właśnie na własnym blogu pisałam o refleksjach, dotyczących blogowania.
    Jestem w pewnym sensie blogerką-seniorką. Przynajmniej dla młodych autorów, posługujacych się Snapchatem, Pinterestem, Twitterem, Vine’em i z rozbiegu Facebookiem. Zdjęcia blogera typu idiotyczne sweet focie są, zdaniem fachowców, niezbędne by wykreować rozpoznawalną markę. Blogi bywają nazywane markami. Być może ten swoisty „przymus” fotografowania się wynika z faktu, że większość ludzi jest wzrokowcami? Ten sam tekst bez zdjęcia przeczyta dwukrotnie mniej publiczności niż tekst opatrzony dobrym zdjęciem. Podobno większość internautów czyta, czy też raczej skanuje wzrokiem i poświęca na post 15 sekund.Dlatego należy zdobyć umiejętność zatrzymania uwagi internauty poprzez umiejętne wyeksponowane najciekawsyzch, zaskakujących elementów. Jest to już, niestety, cały przemysł…Jeśli na powaznie myślisz o punkcie 5….to chyba raczej nie ma innej opcji jak rozwinąć blog pod kątem wizualnym.Bo same dobre treści to dziś dla użytkowników za mało:(

    Zgadzam się z toba w kwestii nie upubliczniania wszystkiego „jak leci”.To trochę niezdrowe.Koniecznie trzeba zachować margines prywatności i zdrowego rozsądku.

    1. admin

      Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz, post przeczytałam i sporo się dowiedziałam. Przyznam się, że jeszcze nie byłam nigdy na żadnej tego typu imprezie.
      Wracając do Twojego komentarza, to wszystko, co piszesz to prawda. Spotkałam się już z tymi wnioskami na temat skanowania tekstu, sama łapię się niejednokrotnie na tym, że przebiegam tekst wyłapując jakieś pojedyncze zdania, które składam w całość. Staram się siebie pilnować z szacunku do słowa, do pracy włożonej w pisanie przez autora. A jednak zdarza mi się to coraz częściej. Cóż, zdaje się, że jako ludzie po prostu ulegamy ewolucji, nasze mózgi dostosowują się do istniejących warunków? Dinozaury co prawda wyginęły, ale nie miały czasu, żeby się dostosować:-) my mamy.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że i ja muszę się dostosować, ale wciąż chciałabym tworzyć przede wszystkim treść z dodatkiem obrazu. Pewnie tego obrazu będzie musiało być więcej,chciałabym jednak znaleźć kompromis. Może trzeba będzie wskrzesić stare, zarzucone marzenie o fotografowaniu? Tym bardziej, że to wydaje się dzisiaj o wiele prostsze niż kiedyś, kiedy miałam Zenitha i nie wiedziałam jak i co ustawić. Co zrobić, trochę techniki i się gubię. Niekoniecznie przecież muszę fotografować dzieci, męża czy siebie, bo mam przecież jeszcze psa:-) Pozdrawiam serdecznie

  2. Jestem ciekawa, tego co będzie za 5 lub 10 lat, jak będzie wyglądało moje pisanie i cała blogosfera, co się wtedy będzie działo z mediami. Patrze optymistycznie w przyszłość, zobaczymy co przyniesie:)

    1. admin

      5, a tym bardziej 10 lat to w dzisiejszych czasach może być epokowa zmiana – wszystko zmienia się w takim tempie, że czasem trudno nadążyć. Też jestem ciekawa.

  3. Piekna refleksja! Od zawsze lubilam pisac, teraz gdy mieszkam za granica to jest jeden z wielu sposobow, by utrzymywac jezyk polski na poziomie i by miec kontakt z polska rzeczywistoscia. Tez zauwazam ze popularne blogi traktuja o tym samym.
    Sadze, ze ludzie wkrotce nie beda mieli czasu na czytanie, wiwc wszystko przejdzie na filmiki. Video blogi juz teraz maja wiecej widzow i wieksze zarobki.

    1. admin

      Hmm, ja bym chciała, żeby ludzie jednak mieli czas na czytanie, nie tylko ze względu na mój blog :-), bo ja chyba nie przekonam się do video.
      Moim zdaniem czytania nic nie jest w stanie zastąpić.
      Trafiam ostatnio na osoby, które piszą z zagranicy i naprawdę fajne jest to, że staracie się trzymać kontakt z językiem i całą resztą.
      Zawsze mnie dziwiło, kiedy ludzie wyjeżdżali i po pół roku, albo wcześniej, twierdzili, że zapominają polskiego.

Leave a Comment