Fotografowanie z głową. Jak najbardziej jestem za.

dziewczyna z aparatem fotograficznym w dłoniach
foto: Sergei Zolkin

Ludzie od zarania dziejów pragną pozostawić po sobie ślad. Na początku malowali po skalnych ścianach, potem malowali, kto mógł lub potrafił, portrety. Od kiedy wynaleziono aparat fotograficzny, właściwie się z nim nie rozstaje.
Kiedyś, kiedy wykonanie malowidła, obrazu, fotografii było i czasochłonne i i nierzadko kosztowne, uwieczniano chwile, które uważano za warte uwiecznienia, dzisiaj, moim zdaniem, chęć sfotografowania własnego życia przybrała wręcz groteskową formę. Bo fotografuje się wszystko.
Od swojej twarzy zaraz po wstaniu z łóżka, przez garderobą, którą się na siebie zakłada, po jedzenie, które ma się spożyć w domu, restauracji, przydrożnym barze, ostatnio nawet w szpitalu, choć to akurat rozumiem.
Matki pokazują publicznie swoje nowo narodzone dzieci, dzieci siusiające do nocnika, upaprane o uszy jedzeniem, golutkie, jak je Pan Bóg stworzył.
Można by mnożyć pomysły.
Mijałam kiedyś mamę z nastoletnią córką. Mama postanowiła uwiecznić swoją latorośl telefonem komórkowym na tle fragmentu murów obronnych w naszym mieście.
Córa się ustawiła, poprawiła włosy, uśmiechnęła i zadała pytanie: wrzucisz je na Facebooka?

A po co? – pomyślałam sobie. Ani to wyjątkowy widok, ani wyjątkowy zachód słońca, ani modelka nie nadzwyczajnie ubrana. Ot, po prostu zdjęcie, jak każde. Kiedyś wkładało się takie do albumu, żeby po kilku tygodniach oglądając zapytać:  co myśmy tam wtedy robiły?

Wiem, to przypadkowo trochę nawiązanie do mojego poprzedniego postu, ale zupełnie niezamierzenie. Bo powodem mojego dzisiejszego wpisu jest historia jak najbardziej dla mnie pozytywna, związana własnie z fotografowaniem.
Natknęłam się na nią przeglądając jeden z portali.
To historia o dokumentowaniu życia rok po roku przez 28 lat.
Pewien młodzieniec sfotografował się ze swoim niedawno narodzonym synem w 1986 roku  i co roku przez kolejne 28 lat robił sobie i synowi takie samo samo zdjęcie.
Możecie zobaczyć to TUTAJ.
Nie uważam co prawda, jak autor wiadomości na Onecie, że ostatnie zdjęcie jest niezwykłe, a jedynie skłaniające do refleksji, ale nie czepiajmy się. Ten pomysł nie jest odosobniony, bo zetknęłam się już kiedyś z czymś podobnym i byc może niejeden z Was sam na taki wpadł, ale jakby nie było jest to dobry pomysł moim zdaniem. Ma sens, jakiś cel, coś ze sobą niesie.
I taką fotografię to ja lubię:-)

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment