Chrzcić czy nie chrzcić, oto jest pytanie

chrzest
foto: normakennedy

 

Ostatnio byłam świadkiem rozmowy dotyczącej tego czy chrzcić dziecko czy go nie chrzcić.
Nie lubię tych rozmów, bo z reguły nic konstruktywnego z nich nie wynika.
Jestem w stanie zrozumieć argumenty, uprzedzenia i co tam jeszcze każdej ze stron, ale zawsze jest tak, że i tak każdy zostaje przy swoim, a jedyne, co z takiej rozmowy wynika, to to, że pozostaje jakiś niesmak.
Nie biorę nigdy udziału w tych rozmowach, chyba, że ktoś zapyta mnie wprost, co myślę. Tym razem nikt nie zapytał, ale jakoś ta ostatnia rozmowa sprawiła, że dłużej zatrzymałam się nad tematem i mam pewną refleksję.

Dyskusję na temat chrzcin zaczynają zwykle ci rodzice, którzy dzieci chrzcić nie chcą.
Wyrażają swoje poglądy dobitnie i są bardzo stanowczy. Ich dyżurny argument: nie chcemy decydować w tak fundamentalnej sprawie za dziecko, niech decyduje kiedyś samo.

Bardzo ładnie, ale skąd wiadomo, że kiedyś za kilkanaście, kilkadziesiąt lat nie ochrzczone dziecko nie będzie miało pretensji do swoich rodziców o to, że go nie ochrzcili?
Może spłynie na nie łaska wiary i będzie mu źle z powodu tego, że czegoś ważnego zostało pozbawione? Przecież nie wiemy i nie możemy mieć pewności, że tak nie będzie.
Decyzja o tym, żeby dziecka nie chrzcić też jest decydowaniem za dziecko.

Wniosek? Bez względu na to, jaką decyzję podejmiemy i tak wynika ona z naszych własnych przekonań, które przekazujemy swoim dzieciom, a one je później akceptują lub nie i nie mamy na to żadnego wpływu tak naprawdę.
Jedno, co możemy zrobić, to zachowywać się tak, żeby pomiędzy naszymi deklaracjami i  czynami była spójność, bo każde dziecko z łatwością wyłapie każdy fałsz i dobrze go sobie zapamięta, żeby kiedyś wykorzystać ( i niekoniecznie przeciwko nam).

Jeśli tak jest czyli, że jest ta spójność, naszym dzieciom łatwiej będzie się nie pogubić.
Dlatego, jako katoliczka, która z pełną świadomością ochrzciła swoje dzieci, w pełni akceptuję postawę tych, którzy w pełni świadomie nie chcą tego robić.

I niekoniecznie musimy nawzajem pogardzać naszymi decyzjami. Może nawet gdybyśmy nimi nie pogardzali, nasze dzieci miałyby szansę odnaleźć później swoją własną drogę w zupełnej zgodzie ze swoim sumienie, lub, jak kto woli swoimi przekonaniami.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment