Imbir – samo zdrowie

imbir
foto: hotblack

Zaczął się sezon przeziębień,  gryp i wszelkiego rodzaju infekcji.
Co prawda do tej pory mamy za sobą dopiero jedną, co można nazwać sukcesem w porównaniu z poprzednimi latami.
Być może zadziałał tran, który podałam dziewczynom już pod konie wakacji, a może po prostu wyrosły już i ich organizmy lepiej sobie radzą?

Jakby nie było trzeba być czujnym, bo wystarczy chwila nieuwagi, jeden dzień, kiedy organizm będzie tylko przez chwilę mniej odporny i choróbsko gotowe.
A my nie lubimy chorować.
Staram się szukać rozwiązań naturalnych, przynajmniej wtedy, kiedy mogę.
Podaję dzieciakom miód w rozsądnych ilościach, zieloną herbatę, naturalne soki, które czasem udaje się nam samym przygotować, częściej ratuje nas babcia.
Staram się podawać jak najmniej, albo wcale przetworzonej żywności naszpikowanej chemią.
Ostatnio zastanawiałam się nad imbirem. Kupiłam kłącze, i po kawałeczku podawałam dziewczynom z herbatą. Piły i mówiły, że dobre, więc nie jest źle.
Ktoś jednak mnie ostrzegł, że z imbirem i dziećmi trzeba uważać, albo najlepiej go nie podawać.

Pogrzebałam troszkę i udało mi się znaleźć kilka informacji, ale nie znalazłam nic na temat tego, ze imbir może być szkodliwy dla dzieci.
Trzeba być ostrożnym, owszem, ale warto go podawać, ponieważ ma mnóstwo korzystnych dla organizmu każdego człowieka właściwości.
Trzeba go włączyć do codziennej diety, a wówczas odkryjemy jego dobroczynne działanie. Azjaci stosują go od wieków, a jak wiadomo mało chorują i są wyjątkowo długowieczni, przynajmniej niektórzy.

Jak więc działa imbir?
Jest doskonałym środkiem przeciwzapalnym, z powodzeniem zwalcza więc ból.
Przyśpiesza przemianę materii, ma działanie rozkurczowe, odkażające, chroni błony śluzowe przed owrzodzeniem. Trzeba jednak być bardzo ostrożnym w przypadku, gdy takie owrzodzenia już istnieją, bo zawiera mnóstwo olejków eterycznych i jest ostry i piekący w smaku, dlatego również dzieciaki niespecjalnie go lubią, ale już od drugiego roku życia można go z powodzeniem podawać w rozsądnych ilościach.
Korzeń świetnie sobie radzi z wszelkiego rodzaju stanami zapalnym dróg oddechowych, stawów, wzmacnia odporność organizmu, pomaga w zwalczaniu choroby lokomocyjnej.
Imbir poprawia również zdolność koncentracji i zapamiętywania, chroni przed utratą komórek mózgowych – zmniejsza się więc ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera. Jest także doskonałym sposobem na poprawienie krążenia krwi w organizmie, zapobiega zakrzepom. Działa rozgrzewająco.
Samo dobro.

Jest tylko jedno ale, wyjątkowo trudne dla współczesnego człowieka.
Nie zażywa się go jak pigułki. Żeby zadziałał i ujawnił swoje dobroczynne właściwości musi być spożywany systematycznie, w  niewielkich ilościach. Trzeba go po prostu włączyć do codziennej diety.
Najlepszy jest rzecz jasna korzeń. Sproszkowany imbir do kupienia w torebkach też zachowuje swoje właściwości, ale to już jednak nie to samo. Podobnie jak pieprz, który ma zupełnie inną moc, kiedy jest sproszkowany, a inną, kiedy zmielimy go bezpośrednio do gotowanej potrawy czy świeżo zmielona kawa.

Najprościej ukroić cieniutki plasterek do herbaty, ja tak robię.
Można zetrzeć odrobinę na tarce i zalać wrzątkiem, a potem wypić, np. z odrobiną miodu, tak robi babcia.
Wiem jednak, że jest wiele innych ciekawych możliwości zastosowania imbiru, o jednym opowiadała kiedyś pani Elżbieta Dzikowska, ale niestety w tej chwili nie potrafię go sobie przypomnieć.
Kto ciekawy niech szuka.
Ja na pewno poszukam i postaram się wpleść imbir do codziennej diety.
Jeśli znajdę coś ciekawe na pewno się podzielę.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment