Opanować złość

burza nadchodzi, jak opanować złośc
foto: fanndango

Muszę się przyznać. Przede wszystkim sama przed sobą – mam ciężki okres w życiu.
Sytuacja, w jakiej jestem sprawia, że jestem wciąż zmęczona, nie nadążam, nie radzę sobie z wieloma sprawami, a to wszystko prowadzi do tego, że jestem często i czasem bardzo zdenerwowana.
A to z kolei prowadzi do tego, że wybucham, czasem bez sensu i odbija się to najbardziej na dzieciach.
Znasz to? Jeśli nie, to gratuluję z całego serca, ale wiem niestety z autopsji i z obserwacji i z rozmów z innymi rodzicami, że to zdarza się bardzo często, bardzo wielu rodzicom.
I co z tym można zrobić?

Na szczęście człowiek to taka sprytna bestia, że jak chce, to  potrafi.
Trzeba się najpierw trochę napocić, parę razy dostać w tyłek, czasem sobie popłakać, ale w końcu się udaje.
Na razie się wymądrzam, bo na tym polu sukcesów jeszcze nie mam, niestety wciąż moja złość ze mną wygrywa, ale wiem, że to tylko kwestia pracy nad sobą i wytrwałości, a także może przede wszystkim, pamiętania o swoim postanowieniu.

Owszem, złość jest czasem dobra, dobrze sobie pokrzyczeć, wylać wszystkie żale, oczyścić się, tylko, że jeśli zdarza się to zbyt często, dziecko po prostu przejmuje nasz sposób postępowania i swoje sprawy załatwia, problemy rozwiązuje podobnie, reagując złością.
A przecież nie o to chodzi.

Dlatego postanowiłam działać.
Jak?
Po pierwsze, pamiętać.
Zwykle wcale przecież nie jestem zła na dzieci. One muszą krzyczeć, muszą biegać, muszą pytać, muszą się nawet ze sobą kłócić.
Tyle tylko, że w momencie, kiedy coś jest nie tak ze mną, u mnie, to wszystko to mnie wkurza. A potem wkurzają się one i koło się zamyka i napędza.
Dlatego muszę pamiętać o tym, że postanowiłam się nie złościć.
Złość ma to do siebie, przynajmniej ta moja, że przygotowuje się do skoku. Najpierw daje sygnały, że coś jest nie tak i jeśli w porę nie zareaguję, wybucha.
Mogę więc zareagować w porę, jeśli tylko będę pamiętać.
Tak naprawdę to kwestia mojego wyboru czy wybiorę najprostszy sposób czy trochę się pomęczę, żeby przecież ostatecznie wygrać.

Po drugie oddech.
To w sumie proste, ale właściwie zawsze się o tym zapomina.
Spróbujcie w chwili, kiedy coś jest nie tak, zatrzymać się i przez chwilę spokojnie, głęboko poodychać. Można nawet zamknąć oczy.
W ramach tego można nawet wyjść na chwilę do innego pokoju, do łazienki i zamknąć się, żeby uspokoić myśli, zapanować nad nimi i nad emocjami.
Tak a propos oddechu, to czy zauważyliście kiedyś jak płytko oddychamy w chwili, kiedy jesteśmy czymś zdenerwowani, boimy się? To wytwarza ogromne napięcie, dlatego w ogóle warto by się czasem przynajmniej na tym skupić. Oddech to życie i zdrowie.

Po trzecie zaskoczenie.
Zauważyłam, że to daje świetne rezultaty.
W momencie, kiedy sytuacja jest napięta i dzieci spodziewają się wybuchu, krzyku i też są zdenerwowane, wystarczy zacząć się śmiać, zrobić głupią minę, zacząć się wygłupiać.
Inna wersja, zamiast krzyczeć, zaczynam mówić szeptem, zaskoczenie jest totalne.
Jeszcze inna wersja, zamiast krzyczeć, przytulam, efekt, jak wyżej.

Jednym słowem, sposoby na opanowanie dzieci są.
Cała filozofia w tym, żeby zapanować nad sobą samym.
Cóż można więcej napisać? Do pracy nad sobą marsz.
No to idę.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment