
Ferie już za nami. Nie były takie, jak planowałam. Bo chociaż nie mieliśmy nigdzie wyjeżdżać, miałam sporo pomysłów na te kilka wspólnych dni.
Niestety czasem tak jest, że nic się nie udaje. Można zwątpić w sens planowania w chwili słabości.
Rok nam się po prostu zaczął nie tak, jak miał się zacząć.
Najpierw wirusy, potem awaria staruszka samochodu.
Potem, po raz już nie wiem który, gips starszej Królewny ( znowu skręcony staw skokowy).
A potem na dokładkę znowu wirusy.
I w związku z tym lodowisko, rolki, wycieczka do Wrocławia i do innych ciekawych miejsc w okolicy nie miały szansy na realizację.
Nie ma jednak co narzekać.
Było kino i „Sing”.
Były gry planszowe, wspólne pieczenie ciastek.
Starsza Królewna sama upiekła bezy i była z siebie bardzo dumna.
Było wyjście do biblioteki i zakładanie własnych kart bibliotecznych.
Było czytanie 🙂 dziewczyny w ciągu kilku dni przeczytały 3 książeczki.
O tym czytaniu to napiszę osobno za jakiś czas:-)
Były też kłótnie, obrażanie się na śmierć i życie, nudzenie się z nogami na szafie i marudzenie mamuśki o zrobienie porządku na biurku wreszcie !!!
Nie o feriach jednak chciałabym dzisiaj napisać. Dzisiaj chciałam sobie porozmyślać na temat tego, jakie te moje dzieci są różne.
Podobno każde rodzeństwo różni się między sobą.
Ja i moja siostra też mamy całkiem różne charaktery, a jednak ja się temu wciąż i wciąż dziwię.
Nasze córki zewnętrznie są do siebie bardzo podobne. Niektórzy nawet pytają czy to bliźniaczki.
Zawsze mi się wydawało, że to jakiś żart, a jednak kolega Marysi na ulicy wołał do Ani: cześć Marysia.
A mama koleżanki Ani, kiedy szłyśmy z Marysią na koncert wołała: Aniu, wszystkie dzieci są z przodu, czekają na Ciebie 🙂
Coś widocznie jest na rzeczy, chociaż ja tego nie widzę.
Pomimo jednak tego zewnętrznego podobieństwa moje Królewny zachowują się zupełnie inaczej.
Jedna pomimo obaw w wielu sytuacjach podejmuje wyzwanie. Walczy ze strachem i nieśmiałością.
Druga odpuszcza przy pierwszej przeszkodzie.
Jedna chce się usamodzielniać w wieku 10 lat.
Druga w wieku 8 i pół trzyma się mnie przez prawie cały czas.
Jednej wszędzie pełno i ma 100 pomysłów na minutę, co jeszcze chciałaby i mogłaby robić.
A drugiej wystarczy fotel w naszym domu, herbatka w kubku i ja czytająca jej bajkę, albo wspólna gra planszowa.
Jedna jest uparta, jak osioł i przeprasza z wielkim trudem.
A druga ustępuje nawet wtedy, kiedy ma rację i przeprosi nawet wtedy, kiedy nie jest winna, byleby tylko była zgoda.
Jedna jest bardzo wstrzemięźliwa w okazywaniu uczuć.
Druga ma serce na dłoni.
Jedna ma problem z pomocą, kiedy mi coś dolega, bo boi się choroby.
Druga siada przy mnie i robi okłady na bolącą głowę, całuje i czyta bajkę, albo coś opowiada.
Jedna chce być sławna, druga chce pracować w schronisku dla zwierząt.
Można by jeszcze pisać i pisać.
Te różnice są dla mnie wielu przypadkach bardzo zaskakujące, a to, jak bardzo są duże wprawia mnie po prostu w osłupienie.
Jak to jest możliwe, że wychowywane tak samo, tak samo kochane, tak samo zadbane są aż tak różne?
Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby cokolwiek udowodnić, żeby znaleźć powód, bo to jest pewnie w jakiś naukowy sposób przebadane i udowodnione z czego wynikają takie różnice u rodzeństwa.
Nie interesowałam się tym zagadnieniem, bo to nie jest mi potrzebne.
Mnie jest potrzebny sposób na radzenie sobie z tymi różnicami.
Bo to, co jest miłe dla jednej Królewny, nie zawsze takie jest dla drugiej.
Nie zawsze dziewczyny lubią spędzać czas w ten sam sposób. Czasem konflikty wynikają, kiedy trzeba podjąć jakąś poważną decyzję.
Czasem jedna uważa, że druga zachowuje się nieodpowiednio i próbuje ją przekabacić i kłótnia gotowa.
A ja pomiędzy nimi czasami nawet nie wiem czy któraś ma rację.
Nie daję tabletek na uspokojenie 🙂 staram się rozmawiać, ale ostatnio ta nasza „rozmowa” to jeden wielki krzyk, kiedy każda z nich chce udowodnić swoje racje.
Pomyślałam więc, że może dobrym pomysłem będzie po prostu spędzać trochę czasu z każdą z nich osobno?
Porozmawiać na spokojnie o tym, co której doskwiera i spróbować na spokojnie wytłumaczyć ten drugi punkt widzenia.
Kiedyś od czasu do czasu robiłam to ze starszą Królewną i dawało efekty.
Trzeba będzie znaleźć chwilę dla każdej z nich. Będzie ciężko, ale chyba damy radę?
Jest jeszcze pomysł starszej Królewny. Bardzo fajny. Zaproponowała któregoś wieczoru, żebyśmy raz w tygodniu zrobiły herbatkę w naszym specjalnym serwisie (mam taki jeden od mamy – śliczny dzbanek i fikuśne, małe filiżaneczki, które się dzieciom bardzo podobają) i przy tej herbatce całą rodziną usiądziemy, żeby porozmawiać.
Żeby opowiedzieć co nam się każdemu w minionym tygodniu podobała, a co nie.
Co chcielibyśmy zmienić i dlaczego, co zrobić i jak.
Nie wiem czy ona to gdzieś usłyszała, widziała czy sama wymyśliła, w każdym razie pomysł jest moim zdaniem bardzo ciekawy, więc będziemy próbować.
Bardzo przydałoby się nam trochę spokoju, bo ostatnio mamy go wielki deficyt.
Gdybyście mieli jakieś inne sposoby na radzenie sobie z różnicami w charakterach Waszych dzieci, to będę oczywiście bardzo wdzięczna za wszystkie podpowiedzi.








Dodaj komentarz