Mało świąteczny wpis przed samymi świętami

 

Nie przeczytałam całego tego artykułu, bo nie kupiłam miesięcznika, w którym został zamieszczony.
Wkurzyłam się, bo gazeta, która kosztuje ponad 10 zł jest tak nafaszerowana drukowanymi reklamami, że właściwie żadnego artykułu nie można przeczytać w spokoju. Do tego prawie nie można jej zamknąć ( ta, którą wzięłam do rąk, po odstawieniu na półkę nie chciała na niej stać, bo nie można jej było domknąć) tak dodatkowo napakowana jest kolorowymi reklamami w formie książeczek włożonych do gazety.
W tym wszystkim plącze się mały druk przelewu ze zdjęciem głodującego dziecka z Afryki. Ciekawe kto zwraca na niego uwagę?
Nie kupiłam gazety, ale bardzo mnie zainteresował artykuł, którego fragment  sfotografowałam.
Właśnie ten fragment. Właśnie to rozróżnienie.
Ciekawe. Właściwie, jak się przez chwilę zastanowić rozróżnienie oczywiste. Problem jednak w tym, że my się nie zastanawiamy, że nie mamy czasu, żeby się zastanowić. Że my nie mamy czasu na tego rodzaju subtelności.
Trzeba działać. Z energią, tu i teraz. I byle szybciej i bardziej do przodu.
Nawet jeśli komuś pomagamy to tak, żeby to było widać, żeby był efekt, żeby można było podziwiać.
Efekt. Nas. Nas w efekcie. Nas, jako sprawców efektu.

Być potrzebnym, to by znaczyło odgrywać wielką rolę, z punktu widzenia czyjegoś życia. A ja na to patrzę od mojej strony: bycie przydatnym to jedna z największych przyjemności człowieka.

Być potrzebnym. Czasem tak mówimy. Jestem ci potrzebna do tego i tego, bo inaczej nie dasz sobie rady. Uzależniam Cię od siebie. Ty też w to wierzysz i nie dajesz sobie beze mnie rady.
Uzależniam siebie od Ciebie, bo moja pomoc dla Ciebie jest z mojego punktu widzenia bardzo ważna. Czuję się potrzebna. A poczucie bycia potrzebnym sprawia, że czuję się lepsza, że mam cel.
W sumie nic w tym złego, ale nie do końca mi się jednak podoba taki układ.

Być przydatnym, to przydawać się do czegoś, do czegoś konkretnego, w konkretnej sytuacji.
Nie jestem Ci niezbędna, ale jeśli mnie będziesz potrzebować, to będę, żeby Ci pomóc, żeby Ci się przydać.
Nikt z nikim się nie wiąże. Ty możesz mieć poczucie, że sam jesteś panem swoich działań i nie zależysz od nikogo, a ja mogę mieć poczucie spełnienia, kiedy się okaże, że owszem mogę ci oddać, to co mam najlepszego, albo choćby dobrego. I Ty możesz z tym zrobić, co chcesz, bo ja ci oddaję to na własność i niczego w zamian od ciebie nie żądam i nie oczekuję.

Niby nic wielkiego, a jednak różnica, kiedy ją sobie uświadomić, jest wielka.
Bo podejmując decyzję o byciu potrzebnym czy byciu przydatnym zmienia się punkt ciężkości.
Chcąc być potrzebną patrzę na siebie, liczy się moja potrzeba zrobienia czegoś dla kogoś tak naprawdę.
Zrobiłam coś dobrego – jestem dobra. Jeśli ktoś jeszcze o tym wie, doceni mnie, może będzie mnie podziwiał. Może dostanę nagrodę.
Chcąc być przydatną, przestaję patrzeć na siebie. Pytam czego Ty potrzebujesz, może ja mam to coś i mogę ci dać.
A Ty weź i wykorzystaj tak, jak chcesz.

Ostatnio przeczytałam wiadomość o Emilianie Kamińskim, polskim aktorze, bardzo dobrym zresztą. Na pewno znacie.
Pan Emilian prowadzi swój teatr w Warszawie. Teatr Kamienica.
Borykał się z wieloma trudnościami, żeby go otworzyć i żeby go prowadzić. Udało mu się. Teatr działa i z tego, co wiem cieszy się dobrą renomą w Warszawie.
A pan Emilian, jak się okazuje od dziesięciu już lat w tym swoim teatrze organizuje rok do roku wigilię dla bezdomnych i ludzi w potrzebie.
Bez rozgłosu, bez reklamy, fanfar i świateł jupiterów, zdjęć w tabloidach.

Pan Emilian nie jest tym ludziom potrzebny, bo oni dają sobie radę bez niego przez cały rok. Lepiej lub gorzej, ale nie zginą, jeśli nie przyjdą na Wigilię do Kamienicy.
Ten jeden wieczór w roku mogą jednak poczuć odrobinkę ciepła. Mogą zjeść przy ładnym stole, mogą porozmawiać z innymi, ogrzać się. Mogą powspominać może, poczuć atmosferę, poczuć, że nie są zupełnie niewidoczni.
I w tym pan Emilian jest im przydatny.

Mało świątecznie wyszło co prawda to moje pisanie dzisiejsze, ale życzenia najserdeczniejsze Wam oczywiście z serca składam.
Jakie? Dokładnie takie, jakie sami chcielibyście sobie złożyć.
A od siebie życzę Wam Miłości. Waszej dla innych, innych dla Was i tego, żebyście dostrzegli Miłość Boga dla Was.
I z okazji dwusetnej rocznicy powstania pewnej pięknej kolędy „zaśpiewam” ją dla Was. Będzie świątecznie 🙂 Do niczego Wam się to nie przyda, ale może Was trochę rozśmieszy 🙂
Dajcie sobie tylko troszkę głośniej, jeśli chcecie coś usłyszeć, bo ciągle muszę się nauczyć korzystania z dobrodziejstw techniki.
Błogosławionych Świąt życzę Wam wszystkim.

 

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment