Nie takie znowu drobiazgi

dziecięcy rysunek
autor: Marysia

Jakoś tak po tym szpitalu i przez te wszystkie święta dni mi się całkiem pomieszały i myślałam, że dopiero, co była niedziela.
No i bałagan się na blogu zrobił. I zresztą nie tylko na blogu.
Nie napiszę, że nadgonię i się poprawię, bo i tak nigdy mi się to nie udaje.
Musicie mnie chyba już polubić taką, jaka jestem, albo nie polubić i już.

Dzisiaj krótko chyba będzie. O drobiazgach.

Ja już prawie zapomniałam, jak to jest, kiedy człowiekowi przydarza się coś miłego.
To znaczy, nie, wróć, źle się wyraziłam. Nie o to chodzi, że mi się w życiu nic miłego nie zdarza.
Macie, albo mieliście tak, że ktoś przynosił specjalnie dla Was jakiś drobiazg? To mogła być zerwana po drodze koniczynka, albo jakiś cytat z wiersza, albo słonik kupiony na odpuście, różyczka z okazji urodzin, o których ktoś pamiętał.
Takie coś tylko dla Was, tylko dlatego, że ktoś to coś zobaczył i pomyślał w tamtym momencie właśnie o Was.
To jest cudne.
Niby nic, a jednak się zostawia, jednak przechowuje i kiedy się nawet po latach spojrzy na taki drobiazg, robi się cieplej i jakoś tak dobrze na myśl, że jest się kimś ważnym dla kogoś.
I to mi się właśnie przestało przydarzać.

Jakoś tak. Dawni przyjaciele się rozjechali, ci, którzy zostali, są zwykle zajęci, tak samo zresztą, jak ja.
Dzwonimy do siebie, spotykamy czasami, no, ale przecież jesteśmy już tacy poważni, że kto by się takimi głupotami zajmował.
Mąż, jak to mąż. Chyba. Innych mężów nie mam, to nie wiem. Nigdy zbyt wylewny nie był, to i teraz po latach głupotami się nie zajmuje.

wielkanocny zając od córki
autorka: Marysia
wyklejanka - zając wielkanocny
autorka: Marysia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na szczęście ja mam niezawodną młodszą Królewnę. Ona, gdyby mogła, robiłaby mi prezenty co godzinę.
Nie może, dlatego raz dziennie, codziennie, po przyjściu do domu słyszę: mamo, patrzyłaś już do szuflady?
Nie patrzyłam, więc idę patrzeć i co widzę? Obrazek widzę.
Codziennie inny, czasami krótki wierszyk.
Moja córka tworzy je w szkole po lekcjach, albo przyjściu ze szkoły w domu.
Pewnie chińska matka nie byłaby taka zachwycona i zażądałaby prezentu doskonałego, ale ja nie jestem chińską matką i nie przeszkadza mi to, że obrazki dla mnie bywają rysowane na krzywo urwanych kartkach, albo rysowane są tylko jednym kolorem flamastra i że bywają też takie niedokończone.
Bo darowywane są zawsze z takim przejęciem i z taką radością, że nie mogę się nie cieszyć i wszystkie są piękne.

 

prezent - obrazek od Marysi
autorka: Marysia

I tak sobie wyobrażam, jak to będzie, kiedy już moje dzieci wyjadą gdzieś z domu w świat i zdejmę z szafy to pudło, w którym chowam wszystkie skarby. Będę oglądać te wszystkie prezenty i widzieć piękne uśmiechnięte oczka i usłyszę znowu  „kocham Cię mamo”.
Drobiazgi są ważne.

Dostałam pozwolenie na pochwalenie się kilkoma obrazkami i opowiedzenie tej historii, więc proszę podziwiać.

obrazek od Marysi
autorka: Marysia
Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment