O pisaniu długich powieści i nie tylko

Zawód : powieściopisarz

Kiedy miał 30 lat, pewnego dnia przyszło mu do głowy, że będzie pisał i po prostu zaczął pisać.
Na dobry reset dobra jest dobra książka 🙂
Właśnie taką przeczytałam i co nieco o  niej opowiem.
Zacznę tak: czy myśleliście kiedykolwiek o tym, żeby zostać pisarzem, albo inaczej, o tym, żeby pisać książki?

Mnie się to przydarzyło, ale nie miałam nigdy odwagi, żeby tego tak naprawdę poważnie spróbować.
Bo, po pierwsze, w ogóle mam mało odwagi i ten blog to jest pierwsza rzecz, którą piszę i którą w ogóle ktokolwiek poza mną czyta. Reszta jak dotąd zawsze była niszczona.
Bo, po drugie, jak człowiek poczyta Dostojewskiego czy Marqueza, to nie może nie wpaść w kompleksy i trudno mu uwierzyć, że sam mógłby spróbować czegoś podobnego.
Bo nigdy nie umiałam się tak naprawdę zorganizować, żeby zacząć pisać coś tak do końca na poważnie.
Jednak zawsze ciekawiło mnie to, jak to robią inni, ci wielcy, ci ważni, ci naprawdę dobrzy, że są tacy dobrzy.

Nigdy nie czytywałam poradników dla pisarzy i nie zapisywałam się na żadne kursy, ale kiedy zobaczyłam nową książkę Haruki Murakamiego pt. „Zawód: powieściopisarz” pomyślałam, że bardzo chciałabym ją przeczytać.
Dlaczego właśnie tę książkę? Nie wiem. Przeczytałam dotąd tylko jego ” Słuchaj pieśni wiatru” i „Kafka nad morzem”, nie mam więc pełnego oglądu jego twórczości i możliwości, ale zapamiętałam z tamtej lektury jakiś spokój, prostotę i zwięzłość w sposobie opowiadania. To bardzo zaskakujące połączenie ogromnych emocji z prostotą języka.
Polubiłam Murakamiego i dlatego, pomimo, że nie lubię poradników, jego nową książkę bardzo chciałam przeczytać.

No i dobrze, bo tak właściwie to nie jest żaden poradnik. Murakami po prostu całkiem zwyczajnie i prosto opowiada o tym, jak pisze książki. Podkreślając, że jego sposób nie każdemu przypadnie do gustu i nie dla każdego  jest do zrealizowania. Dlaczego, tego już nie będę tu opowiadać, bo nie byłoby przyjemności z czytania książki, jeśli ktoś chciałby  ją przeczytać po tym, co ja tu napiszę. Napomknę tylko, że nie należy on do ludzi, którzy robią wokół siebie wiele szumu i lubią szokować. Mówi o sobie, że jest nudziarzem.
Jak dla mnie fajny z niego człowiek, tak po prostu. Być może w codziennym życiu wcale nie tak ciekawy, jak wydaje się na kartach książki, ale nie spotkam go nigdy w codziennym życiu, więc co mi tam.

„Zawód: powieściopisarz” porusza właściwie wszystkie aspekty życia, bo dla autora pisanie to czynność ściśle związana z codziennością, chociaż w ostateczności, w samym akcie tworzenia, wymagająca oderwania się od wszystkiego. Pewnie nic nie rozumiecie z tego co piszę, dlatego będziecie musieli przeczytać książkę.
Tak poza wszystkim, bez względu na to czy będziecie chcieli skorzystać z podpowiedzi Haruki Murakamiego na pisanie długich powieści czy nie, to polecam lekturę, choćby z tego względu, że ta książka bardzo uspokaja.
Bo jest w niej mnóstwo takiej prostej radości z życia w ogóle.
Nie wiem czy Japończycy są tacy wszyscy czy to dlatego, że Murakami to rówieśnik moich rodziców i ma po prostu sporo życiowego doświadczenia i mądrości, ale czytając tę książkę czuje się spokój. Autor to człowiek, który przyjmuje to, co go spotyka po prostu.
Jeśli jest dobre, cieszy się z tego, docenia, troszczy się, a kiedy coś dzieje się nie po jego myśli, próbuje z tym wygrać. Na spokojnie, bez buntu, systematycznie. Podobno pierwszą powieść, pisał przy kuchennym stole, piórem na papierze ( tak, tak japońskie maszyny do pisania były ogromne i drogie – wyobraźcie sobie ile oni mają tych znaczków w swoim alfabecie – a o komputerach nawet w Japonii w 1979 r, też raczej mało kto marzył). Pisał ją przez 4 miesiące, co noc przez godzinę. Nawet wtedy, kiedy mu się nie chciało. Nawet wtedy, kiedy czuł niemoc i pustkę w głowie.
No i jednak coś zdradziłam, ale mnie to naprawdę fascynuje. Ja nigdy nie byłam taka systematyczna, a czytając o czymś takim człowiek jednak myśli, że to może nie jest takie trudne. Bez względu a to czy dotyczy to pisania czy zupełnie czegoś innego.
Kiedy codziennie w milczeniu robi się to samo, pewnego dnia „coś” się wydarza. Ale zanim to się wydarzy, musi upłynąć pewnie czas. Musisz cierpliwie poczekać. Każdy dzień to tylko jeden dzień. Nie da się naraz przeżyć dwóch czy trzech

I przeczytałam jeszcze w tej książce, która, jak dla mnie już jest bestsellerem kilka bardzo uniwersalnych myśli, takich, jak na przykład ta:
Jestem od dawna przekonany, że aby uczynić czas swoim sprzymierzeńcem, trzeba nauczyć się w pewnym stopniu nad nim panować. Nie można mu pozwolić sobą zawładnąć, inaczej człowiek staje się bierny
Te dwa proste zdania plus cała reszta myśli zawartych w tej książce dają tak wiele do myślenia i dodają tyle energii pomimo pewnego wycofania czy dystansu ich autora, że trochę mi pomagają rozwiązać kilka moich ostatnich egzystencjalnych problemów.
A jest jeszcze sporo o wartości ruchu dla jakości życia, o jedzeniu, a właściwie o sposobie odżywiania i jakości życia, o roli rodziny i jakości życia.
I na koniec wychodzi na to, że „Zawód” powieściopisarz” to jednak poradnik, ale nie o samym pisaniu, jakby się mogło zdawać, a raczej o życiu, którego częścią jest pisanie książek.
Mnie się bardzo podobało, a w związku z tym serdecznie i Wam polecam lekturę.

Tutaj także bywam

Related posts

5 Thoughts to “O pisaniu długich powieści i nie tylko”

  1. Lunka1969

    Dziękuję za wartościowa rekomendację

    1. Magdalena Forst

      O dobrych książkach zawsze miło opowiadać przyjaciołom 🙂

  2. Lunka1969

    Moja propozycja brzmi, zmotywujmy się. Wzajemnie pisząc codziennie przez godzinę, a w styczniu gotowe 5 rozdziałow wyslijmy sibir wzajemnie do zrecenzowania, co ty na to?

    1. Magdalena Forst

      Nooo, to Ty tak poważnie do tematu podchodzisz. Przyznam się, że mnie tak nieśmiało taka myśl przez głowę przemknęła, że może bym tak spróbowała, przy kuchennym stole 🙂 a Ty tak od razu na poważnie. W styczniu umrę zanim kliknę wyślij, ale dobra, próbujemy.

Leave a Comment