O szkolnych Jasełkach i fotografowaniu tychże

foto: nagygl

Wczoraj w szkole naszej córki odbyły się Jasełka.
Były wyjątkowe, dlatego, że udział w ich przygotowaniu i w samym występie to była wspólna praca dzieci, nauczycieli, nie wyłączając pani dyrektor, która wystąpiła w roli Małgosi i rodziców.
W przygotowaniu scenografii pomagali nam studenci z Instytu Sztuki naszego uniwersytetu.
Jasełka odbyły się w ramach projektu „Szkoła współpracy”
Przedstawienie było wyjątkowo ciekawe. Gośćmi  przybyłymi z darami do Stajenki były tym razem postaci z bajek: Jaś i Małgosia, Smurfy, Sierotka Marysia…
Był chór Aniołów i taniec Mikołajów do muzyki Wojciecha Kilara.
Były kolędy grane przez dzieci na akordeonie i gitarze i śpiewane wspólnie z przybyłymi tłumnie rodzicami.

A na koniec poczęstunek w postaci pyszności przygotowanych przez rodziców.

Było naprawdę pięknie i wzruszająco. Pierwszy raz chyba w życiu taka impreza zrobiła na mnie prawdziwe wrażenie.

Niestety, zapomnieliśmy zabrać aparat fotograficzny.
I może dlatego miałam okazję zobaczyć i poobserwować nas, rodziców, ludzi tak trochę z boku.
Chodzi mi o fotografowanie właśnie.
Istne szaleństwo.
Ja wiem, że każdy chce uwiecznić wyjątkowe chwile, swoje występujące dziecko, nauczyciela w śmiesznym przebraniu.
Ja to wszystko naprawdę rozumiem.
Tylko po co tego aż tyle? Po co zasłaniać małym dzieciom występujące rodzeństwo? Po co wchodzić innym na plecy?
No, ja wiem, że trzeba zrobić kilka ujęć, żeby wybrać najlepsze,ale żeby nawet zaklaskać nie było jak po występie?
Eee…

Być może się mylę, ale piszę to z własnego doświadczenia, większości tych zdjęć nawet nie oglądamy później. One gdzieś tam są, z reguły na dysku komputera, a my ciągle mamy zamiar zrobić z nimi porządek.
No, chyba, że to tylko ja jestem taka nieuporządkowana. Jest taka możliwość.

Tak czy inaczej, przy następnej okazji postaram się nie zapomnieć o aparacie  i zrobić kilka zdjęć  na pamiątkę.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment