Tego unikaj

Pełne cierpienia i chemii. Oto kosmetyki testowane na zwierzętach.

W mediach rozpętała się burza pomiędzy dwiema znanymi paniami na temat kosmetyków.
Chodziło o ich testowanie na zwierzętach.
Nie znam szczegółów.

Testowanie kosmetyków na zwierzętach? To nie przeszło mi przez myśl

Dlatego nie będę się zajmować samą awanturą, jednak szczerze mówiąc nigdy jakoś dogłębnie nie zainteresowałam się tym tematem testowania czegokolwiek na zwierzętach.
Owszem widziałam na niektórych opakowaniach hasło: nie testowano na zwierzętach, ale mnie to nigdy nie skłoniło do refleksji, że skoro tego nie testowano i się to zaznacza, to pewnie  co  innego się testuje.

Ze względu na fakt, że moja wyobraźnia chyba nie sięga aż tak daleko.
Dlatego, że jestem głupia i bezmyślna?
Ponieważ nigdy nie pomyślałbym, że można robić coś takiego, o czym przeczytałam, a przede wszystkim, co zobaczyłam na zdjęciach.
Bo to najmocniej przemawia, po wpisaniu hasła w przeglądarkę.

Nie będę tego opisywać, jeśli jesteście ciekawi, łatwo znajdziecie mnóstwo informacji na ten temat.

Podwójne standardy przy produkcji kosmetyków

Co ciekawe, prawdopodobnie wiele firm kosmetycznych stosuje podwójne standardy i ze względu na zakaz testowania w Europie, sprzedaje tu kosmetyki nie testowane.
Podczas gdy gdzie indziej, gdzie zakaz nie obowiązuje, jak na przykład w Chinach, sprzedaje kosmetyki testowane.
I odbywa się to wszystko, to testowanie, pomimo, że reakcja skóry zwierzęcia nie jest stuprocentowo taka sama, jak reakcja ludzkiej skóry.

I pomimo tego, że istnieją alternatywy dla tych testów, np. badania na sztucznej skórze.
Tyle tylko, że pewnie droższe niż kilka szczurów, kotów czy królików.

Tyle bólu i cierpienia tylko po to, żebym ja mogła kupić krem, który ma w sobie tyle chemii, że chociaż mnie ona nie zabije, jak kota czy królika, to i tak stanu mojej skóry nie poprawi, w najlepszym razie?
Będę oglądać opakowania bardziej uważnie.

Foto: Alexas_Fotos z Pixabay

Jaka jest skuteczność kosmetyków, testowanych i nie testowanych na zwierzętach

Oglądałam kiedyś brytyjski dokument na temat kosmetyków właśnie.
Panie w wieku 40-50 lat testowały kremy, które w założeniu miały przynieść poprawę stanu ich skóry, która, jak wiadomo w pewnym wieku się zmienia i nie chce współpracować z właścicielką, która chciałaby być nadal piękna i młoda.

Eksperyment trwał jakiś czas, ze względu na to, że panie testowały kilka różnych kremów.
Jakie były wnioski końcowe?
Bez względu na to czy krem był drogi czy tani, czy znanej firmy czy całkiem nie znanej, jego stosowanie nie zmieniało… NIC.
Poza stanem portfela, jak się wyraziła jedna z bohaterek filmu.
Innym skutkiem ubocznym u niektórych pań, poza rozczarowaniem i uszczupleniem finansów, były stany zapalne, które zaobserwowały po  dłuższej aplikacji niektórych kosmetyków.

Bałam się, że stracę wzrok po użyciu nowego kremu

Sama też przeżyłam podobną historię, ponieważ pewnego razu postanowiłam kupić nowy krem pod oczy.
Po jego kilkukrotnym użyciu, obudziłam się pewnego ranka z tragicznie opuchniętymi, czerwonym i swędzącymi powiekami.

Leczenie trwało w nieskończoność.
Wyglądałam, jak potworek, a co najsmutniejsze, zupełnie nie wiem, co mnie w tym kremie tak uczuliło.
Dlatego, że przecież nie wiem, co oznaczają te wszystkie tajemnicze nazwy drobnym maczkiem wypisane na opakowaniu.
Z tego powodu, jak wcześniej obiecałam i sobie i wam, biorę byka za rogi i zaczynam poznawać.

Tak, tak, wiem, obiecywałam już w ostatnim wpisie, ale to opóźnienie to tylko z powodu tej awantury wspomnianej na początku.
Następnym razem dotrzymam słowa.
Już się przygotowuję.
Jeśli jesteście ciekawi, koniecznie wpadnijcie.


fotografia: gefrorene_wand

Tutaj także bywam

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.