smutek
Życie

Zabawa w głuchy telefon

Czy przez całe życie jesteśmy , jak dzieci?

Pamiętacie z dzieciństwa zabawę w głuchy telefon?
Bardzo często bawiliśmy się w to z dzieciakami na podwórku . Potem bawiłam się z moimi dziećmi.
Śmiechu jest przy tym było zawsze co niemiara.

Zabawa polega na tym, że kilka osób staje w rządku i pierwsza z nich, tej stojącej obok szepcze na ucho jakieś słowo lub zdanie. Im śmieszniejsze, albo głupsze, jak kto woli, tym lepiej. Najlepiej, jak najbardziej skomplikowane.
Bo cały dowcip polega na tym, że każda z osób musi to zdanie powtórzyć kolejnej osobie. Tak, jak je usłyszała i zapamiętała.
Ostatnia osoba wypowiada usłyszane zdanie na głos.
Jak się pewnie domyślacie, albo pamiętacie z własnego doświadczenia, zdanie najczęściej brzmi zupełnie inaczej i najczęściej jest zupełnie bez sensu.

Ta zabawa właśnie przypomniała mi się ostatnio.
I nie dlatego, że byłam na jakiejś imprezie, domówce czy innym nielegalnym zgromadzeniu, nie bawiłam się też z żadnym dzieckiem, bo moje nastolatki już nie są zainteresowane takimi zabawami -)
Obserwuję po prostu życie publiczne w naszym kraju i ciągle mam wrażenie, że wszyscy, albo znaczna większość z nas ciągle bawi się w głuchy telefon.

Jedna baba drugiej babie

Od dawna już, ale w ostatnim czasie przerosło to już wszelkie granice wytrzymałości, przynajmniej mojej, zalewają nas różnej maści informacje. Zazwyczaj złe.
W telewizji, to już ostatnio nie wiem, bo przestałam ją oglądać, ale Internet, wszystkie social media są po prostu zalewane przez 24 h/dobę coraz to nowymi doniesieniami.
Jeszcze do niedawna dyskusje, które się pod tymi artykułami czy postami wywiązywały były , czasem nawet gorące, ale jednak w znacznej większości trzymały się w ramach pewnej, powiedzmy, przyzwoitości.
Ba, same artykuły trzymały jako taki poziom, a ich autorzy wydawało się, że starali się nie przekraczać pewnej granicy.
Przed kilkoma miesiącami wszystko się zmieniło.
Zupełnie, jakby ktoś pstryknął palcami, albo klasną w dłonie. Z zaczarowanej lampy wyszedł zły dżin i miesza ludziom w głowach.

Ktoś gdzieś coś usłyszał, coś przeczytał, już pisze artykuł, albo post.
Informacja nie sprawdzona, nie potwierdzona, ale może być chwytliwa.
Do tego jeszcze dopisze kilka swoich „przemyśleń”, bo coś mu się tam wydaje, że dzwonią, nie wie tylko gdzie, ale że brzmi podobnie do czegoś, co kiedyś, gdzie indziej usłyszał, to sobie napisze.
Udostępnia i zaczyna się.
Treść jest udostępniana dalej, ktoś komuś opowie i sprawa jest nie do zatrzymania, nawet wtedy, kiedy jest totalną głupotą czy zwykłym kłamstwem.
Nie pomagają żadne sprostowania. Nie ma potem znaczenia fakt, że na dany temat wypowie się ktoś, kto ma o nim pojęcie, jest specjalistą

Czasami zastanawiam się, obserwując to wszystko czy gdyby ci wszyscy ludzie, którzy tak namiętnie się tam potem obrażają, stanęli ze sobą twarzą w twarz, potrafiliby sobie to wszystko powiedzieć?
Hmm… kiedyś myślałam, że nie, dzisiaj obawiam się, że niestety tak.

Dlaczego jest, jak jest, skoro powinno być zupełnie inaczej

Stanisław Lem napisał dawno temu, że gdyby nie Internet, nigdy nie dowiedziałby się, że na świecie jest aż tylu idiotów.
Ciekawe, co napisałby dzisiaj?
Dzisiaj, przynajmniej w Polsce, wydaje się, można odnieść takie wrażenie, kiedy śledzi się niektóre dyskusje w Internecie, że mamy samych specjalistów.
Czasami przecieram oczy ze zdumienia..
Mamy wybitnych wirusologów, mamy genialnych ekonomistów, specjalistów od polityki zagranicznej, kościoła katolickiego, mędrców w temacie wychowywania dzieci itd. itd. ilu ich jeszcze, to już nawet nie zliczę.

Dyplomy zdobywali na forach internetowych i dzisiaj mogą dyskutować i udowadniać swoją wyższość i rację.
Nie mając i nie zamierzając, rzecz jasna brać żadnej odpowiedzialności. Ani za swoje słowa, ani za cokolwiek innego. Nie przyjmując żadnej argumentacji, ani nawet dowodów.
Oni po prostu wiedzą lepiej.
Bo tak.
I już.
Ciekawe jest tylko dla mnie to, dlaczego, skoro wkoło tylu specjalistów, Polska nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym? Doprawdy nie wiem.

Czy pamiętasz co to znaczy ważyć słowa

Czy pamiętamy o tym, jak wiele można zła wyrządzić właśnie słowem?
O tym, jak wielką moc ma wypowiedziane przez nas każde słowo?
I to dobre i to złe.

Już kiedyś gdzieś tu na blogu pisałam o tym filmie, już teraz nie pamiętam nawet jego tytułu, ale ten wątek został mi w pamięci do dzisiaj.
Biedna rodzina, która musi tułać się w w poszukiwaniu pracy i miejsca do zamieszkania. Troje czy czworo dzieci, o które trzeba się troszczyć, o które wciąż trzeba się bać.
Proste pytanie małego chłopca i nieprzemyślana odpowiedź zmęczonej mamy.
Następnego dnia nie ma już chłopca, ani jego małych sióstr.
On udusił dziewczynki, kiedy spały, a potem sam się powiesił, żeby ulżyć zmęczonym rodzicom.

A my rzucamy słowami na oślep, byle bardziej dopiec, zranić, udowodnić coś, upokorzyć, osiągnąć swój cel.

Kiedy walniesz w kogoś słowem na jakimś forum, nie wiesz co się z nim potem dzieje.
A skąd wiesz, że nie zrobi sobie krzywdy, bo dotknąłeś czegoś, co doskwiera mu latami?
Bo upokorzyłeś go do żywego.
Nie wiesz kim jest, nie wiesz co przeżywa.
Czy naprawdę zupełnie Cię to nie obchodzi?
Czy to możliwe, że jesteś zupełnie nieczułą, egoistyczną istotą, skupioną wyłącznie na sobie, na swojej racji?
Jesteś taki? Jesteś taka?

Chyba musimy się nad tym wszyscy zastanowić.

Nie my pierwsi, nie ostatni, dlatego warto słuchać mądrych ludzi

Jest taka historia, na pewno znana, nie wiem czy prawdziwa, ale warto ją przytoczyć, bo bardzo dobrze ilustruje, jak pięknie byłoby gdybyśmy wszyscy ważyli słowa.
Historia o trzech sitach Sokratesa.
Znacie?
Skrócę ją, żeby już nie przedłużać.
Pewnego razu do Sokratesa przyszedł jego przyjaciel, który koniecznie chciał mu przekazać informację o tym, w jaki sposób wyraził się o nim jakiś wspólny znajomy.
Sokrates zapytał go czy przesiał tę wiadomość przez trzy sita.
Sito prawdy, sito dobra, sito pożyteczności.
Jeśli nie wiesz na pewno czy to, co chcesz powiedzieć jest prawdą, jeśli nie jest to rzecz dobra i jeśli nie jest pożyteczna – nie mów.
Nie mów, bo zrobisz komuś krzywdę, bo wywołasz zamęt, zasiejesz niepokój.
A jaką odniesiesz z tego korzyść?

A ja bym dodała do tego w naszej sytuacji jeszcze jedno sito, sito wiedzy.
Jeśli nie znasz się na temacie, w którym chcesz zabrać głos, jeśli nie masz wystarczającej wiedzy, nie wypowiadaj się. Bo możesz komuś zrobić krzywdę.

Owszem, wolność słowa jest bardzo dobrą rzeczą, jest naszym prawem, ale wolność słowa ma granicę. Tą granicą jest dobro drugiego człowieka.

Pomyśl. Ja też pomyślę.
Wszystkim nam przyda się odrobinę więcej refleksji.
I ciszy.
Tej wewnętrznej przede wszystkim.

Tutaj także bywam

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *