oko
Życie

Czas niełatwych, a koniecznych decyzji

Zaczynam ten wpis już chyba po raz trzeci.
Wciąż biję się z myślami.
O czym napisać?
Tłumaczyć się z tej długiej, kolejnej już nieobecności czy dać sobie spokój i napisać po prostu o książce, którą ostatnio przeczytałam?
Wypowiedzieć się na tematy, od których nie sposób się uwolnić?
Napisać, po której stronie jestem? (Jak to, samo w sobie już strasznie brzmi)
Co mnie dotyka i rani? Czego się boję i jakie mam nadzieje?

Czy taka wiedza jest komuś do czegoś potrzebna

Nikomu i do niczego.
A jednak to wszystko, co się nam w ostatnim czasie przydarza, powoduje, że w zasadzie nie sposób nie odnieść się do tego jakoś.

Bez względu na to, jak bardzo staram się nie mieć z tym do czynienia, to i tak mnie dopada.
Otwieram Internet, bez którego przecież już nie funkcjonuję, bo moja praca jest z nim nierozerwalnie związana, a tu news, który wywraca cały mój misternie budowany od rana plan nie ulegania emocjom.
Mijam ludzi na ulicy, słyszę strzępki rozmowy, podniesione głosy, rozpalone twarze.
Co rusz jakiś życzliwy przysyła wiadomości, których nie chcę czytać.
Grupa klasowa rodziców zamienia się w forum przeciwników i zwolenników. Czego, to już właściwie bez znaczenia.
Jedni drugim udowadniamy, kto wie lepiej, kto się bardziej zna, chociaż prawie nikt tak naprawdę się nie zna.
Mało tego, że udowadniamy, to przede wszystkim za punkt honoru bierzemy sobie przekonanie drugiej strony, bo jak nie to… nie chce mi się już przytaczać tych wszystkich epitetów.
Ranimy się nawzajem uderzając w najczulsze, najintymniejsze punkty, wyszydzamy świętości, bo jesteśmy we własnym mniemaniu lepsi, mądrzejsi, światlejsi.

Nie chcę brać w tym udziału

Ale prawdopodobnie muszę.
Bo wyobraź sobie, że ktoś używa zdjęcia twojej ukochanej Mamy, żeby umieścić je na męskim przyrodzeniu, zrobić zdjęcie tej „instalacji” i jeszcze kilku innych i zorganizować wystawę.
Przychodzą ludzie i patrzą.
Dyskutują, oceniają, wyśmiewają, uznają za sztukę i stwierdzają, że w sztuce można wiele, jeśli nie wszystko.
Co czujesz?
Zareagujesz czy odwrócisz oczy i postarasz się zapomnieć?
Udasz, że nic się nie stało?
Uznasz, że artysta ma prawo szargać to, co jest dla ciebie najcenniejsze i najświętsze?

W imię czego?
Dlaczego miałby mieć do tego prawo? Kto takie prawo mu dał?
Dlaczego nie użył zdjęcia swojej matki?
Dlaczego nie liczy się z moimi uczuciami?
Pojęcie sztuki jest rzeczywiście tak płynne, że można tu sobie umieścić wszystko i zawsze to jakoś na swoją korzyść uzasadnić. Tylko czy artystę nie obowiązują podstawowe zasady przyzwoitości?
Moim osobistym zdaniem Artysta takiego „dzieła” nie stworzy, bo nie pozwoli mu na to jego wrażliwość i szacunek do Człowieka w ogóle, natomiast artysta uważa, że wolno mu wszystko, a jego podstawową powinnością jest jak najbardziej zaszokować i zrobić wokół siebie dużo hałasu.
Nazywa to wolnością wypowiedzi.

Dla wyjaśnienia, zdjęcie przedstawiało Maryję, Matkę Jezusa.
I moją Matkę, bo jako katoliczka uznaję Ją za swoją Matkę.
I kocham Maryję.
I owszem, to może się komuś wydawać zupełnym idiotyzmem.
Nie odbieram mu tego prawa.
To nie rani moich uczuć.
Każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu.
Każdemu wolno to robić.

Czym innym jest jednak mieć własny pogląd na dany temat, a czym innym jest drwić z poglądu drugiego.
Czym innym jest nie uznawać czegoś za świętość, a czym innym jest wykorzystywać, drwić, szargać coś, co jest świętością dla innego człowieka.


Wystawa przestała istnieć

Ponieważ jakaś pani poinformowała prokuraturę i oskarżyła pana artystę o obrazę uczuć religijnych.
Pan artysta uznał ten fakt za zachowanie nieeleganckie i naruszenie wolności wypowiedzi.
Zauważył również, że pani „omieszkała przy tym zapytać autora, co chciał wyrazić”.

A zawsze mi się wydawało, że interpretacja dzieła sztuki należy do odbiorcy.
Co autor chciał wyrazić, już wyraził tworząc dzieło i po jego stworzeniu ono już jakby przestaje być jego własnością.
No cóż, pewnie nie znam się na sztuce, co jednak nie zmienia faktu, że wspomnienie jednego z dzieł nie daje mi spokoju.
I sprawia mi ogromny ból.

A może artysta właśnie to chciał osiągnąć? Żebym czuła ból.
Czy to sprawia mu satysfakcję?
No cóż, artysta ma prawo do wypowiedzi, a ja mam prawo do protestowania przeciwko jego wypowiedziom.
Kto z nas jest bardziej śmieszny?
Narracja jest taka, że ja.
Bo, koronny argument osób pokroju artysty, czym są te sławetne uczucia religijne? Ha, ha, ha!!!
Troszkę próbowałam opowiedzieć o tym na początku we fragmencie o zdjęciu twojej mamy. Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić.
Ja natomiast uważam, że bardziej śmieszny jest artysta, bo to, co zrobił, dla mnie osobiście świadczy o tym (czyli ocena, jak najbardziej subiektywna), że brakuje mu środków wyrazu, albo pomysłu, żeby zaistnieć i dlatego rozdaje takie ciosy poniżej pasa.

Będzie puenta

Takie i podobne, wiele podobnych historii, sprawia, że z jednej strony chciałabym uciec od tego wszystkiego, jak najdalej.
Z drugiej strony widzę, że jest jakaś nierównowaga.
Dużo krzykaczy, dużo agresji i wulgarności i druga strona chyba się boi.
W zasadzie jej nie ma. Milczy.
I przypomniało mi się, że, nie pamiętam dokładnie, jak to szło, ale chodzi o to, że kiedy milczysz, to tak, jakbyś uczestniczył w budowaniu zła.
Bo ono się rozrasta, nie napotyka na opór.
Czy uważam to, co opisałam za złe?
Tak, bo każde działanie jednej osoby, które sprawia ból innej osobie, jest złe.
Tak, może być tak, że spowodowany ból prowadzi do jakiegoś oczyszczenia, odnowy. Co w efekcie ma pozytywny skutek.
Liczą się jednak intencje zadającego ból.
Jakie intencje miał artysta?

Artysta powie: ale ja też odczuwam ból z powodu aresztowania moich prac.
No tak, ale jakby powiedział każdy szanujący się przedszkolak: sam zacząłeś.

Myślałam o zlikwidowaniu bloga.
Przez długi czas czułam jakiś prawie fizyczny wstręt do pisania o czymkolwiek, do pisania w ogóle.
Myślałam, próbowałam ogarnąć wszystkie emocje, próbowałam się odnaleźć w tym nowym, niefajnym świecie, umiejscowić gdzieś, w którymś punkcie.
I doszłam do wniosku, że blog jednak zostanie, a obok tych tematów, o których pisałam tu wcześniej, będą jednak te bieżące.
Te, które wydadzą mi się warte poruszenia, ważne w jakiś sposób.
Te, w których trzeba wyrazić swoje zdanie.
Mam nadzieję, że nie stchórzę, bo nie należę do bardzo odważnych.

Wszystkich zapraszam

Nie czyta mnie zawrotna ilość ludzi, nie zmienię diametralnie rzeczywistości, ale jeśli chociaż jedna osoba uzna, że to, co piszę, ma jakiś sens, pomoże nie zwariować, albo jeśli stwierdzi ona, że myśli podobnie, to już będziemy we dwoje, we dwie. I będzie raźniej.
Czuję, że nie mogę siedzieć cicho.
W przyrodzie musi istnieć równowaga.

Tych, którzy się ze mną nie zgadzają, mają zupełnie inny pogląd na świat, również serdecznie zapraszam.
Rozmawiać można zawsze, nie zawsze można, nie zawsze trzeba się ze sobą zgadzać.
Zawsze natomiast można rozmawiać, z szacunkiem i zrozumieniem dla odmienności drugiej strony.
Bywa przecież różnie – raz można kogoś przekonać do swoich poglądów, innym razem nie, ale zawsze pozostajemy tymi samymi ludźmi, co na początku rozmowy.
Szanujmy się nawzajem, a świat będzie lepszy.
A przecież o to nam wszystkim chodzi.

A propos sztuki – mnie na przykład podoba się to

Obrazy Aldony Mickiewicz https://culture.pl/pl/tworca/aldona-mickiewicz
I twórczość Katarzyny Rysz https://www.instagram.com/ka.rysz/ choć nie wszystko w równym stopniu. Wiadomo.
Prace Oli Samołyk https://www.instagram.com/lasamolyk/ i
Ivanki Demchuk https://www.instagram.com/ivankademchuk/
I niesamowite zdjęcia Sebastiana Łuczywo https://www.instagram.com/sebastianluczywo/

Lubię filmy, ten choćby: Koneser albo ten Tajny składnik
I książki.
Takie Król kier znów na wylocie a czasem takie Koncert cudzych życzeń w zależności od chwili w życiu.

Dla mnie osobiście sztuka to miejsce, które daje wytchnienie, skłania do refleksji, pokazuje coś czego sama bym nie dostrzegła, pozwala spotkać drugiego człowieka.
Spotkać. Nie zaatakować.

Tutaj także bywam

3 komentarze

  • Jola

    Napisałaś, że milczenie w sprawach, które nas bolą to zgoda, przyzwolenie na zło. No i teraz jak to pogodzić ze znam przysłowiem :”Mowa jest stebrem, milczenie złotem”?
    Boli mnie każde bezczeszczenie świętości. Gdyby pan artysta umieścił w swoim „dziele sztuki” zdjęcie boga czy ważnego proroka dla innych religii, konsekwencje takich zniewag mogą być poważne, zwlaszcza w islamie… Tylko u nas jest na takie praktyki przyzwolenie części tzw. liberalnego społeczeństwa.
    Protestować i wyrażać przeciwne od mainstreamowych opinie należy, bez 2 zdań.
    Dziękuję, że zdecydowałaś się utrzymać blog. Życzę „wiatru w żagle” i pozdrawiam!

  • Magdalena Forst

    Dzięki Jolu za dobre słowo.
    Wiesz, nie chodzi o paplanie, co nam ślina na język przyniesie.
    Nie atakuję nikogo, podobnie, jak Ty, ale jeśli nie będziemy się wcale odzywać, damy przyzwolenie na rzeczy, które są w naszym odczuciu nie do przyjęcia.
    Argument, który przytoczyłaś dot. islamu ci ludzie wyśmiewają. Czują się bezkarni, bo dobrze wiedzą, że my nie zrobimy nigdy nic podobnego, jak to, co wydarzyło się w Paryżu z powodu karykatur Mahometa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *