Góra grosza, wiele prawie za nic

Góra grosza i Nasz Dom
foto: cohdra

Rusza kolejna edycja akcji Góra grosza.
Jeśli ktoś nie wie, polega ona tym, że w określonym terminie, który przypada na przełomie listopada i grudnia w przedszkolach i szkołach dzieci zbierają groszaki.
Akcję organizuje Towarzystwo Nasz Dom na potrzeby swojej działalności.
A działają na rzecz dzieci, które pozbawione są własnej rodziny lub maja rodziny, w których nie są kochane.
Pieniądze z Góry grosza idą na tworzenie  i działalność rodzinnych domów dziecka, są przekazywane rodzinom zastępczym, rodzinnym pogotowiom opiekuńczym.
W tym roku akcja odbędzie się już po raz XV.
Podczas XIV poprzednich edycji zebrano ponad 26 mln. złotych.

Ta kwota jest dla mnie niemożliwa do wyobrażenia w zestawieniu z widokiem uciętej plastikowej butelki, do której w przedszkolu mojej córki zbiera się te grosze.
Jaka to jest siła.
To mi zawsze uświadamia, jak wiele można zrobić kupą, ile to znaczy połączyć siły, kiedy na widok kogoś, komu chciałabym pomóc, myślę: ale przecież ja nie mam z czego.
A wystarczy tak niewiele.
Dodatkowo, poza oczywistymi korzyściami z akcji jest przecież ważny efekt wychowawczy dla naszych dzieci.
Bo pieniądze zbiera się w szkołach i przedszkolach. To dzieci pomagają swoim rówieśnikom, których nigdy nie zobaczą na oczy.
Wiedzą po co wrzucają grosiki do butelki czy pudełka, uczą się, jak wiele znaczy pomaganie i to, ile może dać połączenie sił, bo już przecież nawet przedszkolach wie, że 2 czy 5 groszy niczego w sklepie nie kupi, ale kiedy się te 5 grosy pomnoży przez 100…

Mnie ta akcja zawsze porusza, pewnie z powodu mojej bujnej wyobraźni.
Duże wrażenie robi na mnie uświadomienie sobie, że gdyby tak zebrać wspólnie siły, można by zrobić tak wiele.
Zamiast narzekać, odsuwać od siebie widok ludzi w potrzebie, zasłaniać się państwem, albo tym, że nic nie mogę, bo na nic nie mam wpływu.

Zawsze znajdą się ludzie, którzy się odwrócą, bo będą twierdzić, że to nie ich sprawa, że to instytucje powinny zająć się pomaganiem, albo bogacze, którym zbywa, a nie zwykły, biedny obywatel.
Ludzie, którzy w obliczu konkretnego nieszczęścia zapytają: czemu mam pomagać właśnie jemu, skoro jest przecież tylu innych w potrzebie i w efekcie nie pomogą nikomu.
To nic, oni są i będą.
A ja myślę, że oglądanie się na państwo nie ma najmniejszego sensu, bo jakie nasze państwo jest każdy widzi na co dzień. Zresztą chyba wszystkie, albo prawie wszystkie państwa są podobne.
Zawsze, koniec końców, pomagają konkretni ludzie, którzy po prostu podejmują działanie. Biedni i bogaci.
Bo mają taką potrzebę, bo nie mogą patrzeć spokojnie na nieszczęście, którzy na koniec, zwyczajnie zdają sobie, że nikt nie jest bezpieczny. Każdego może dotknąć choroba, samotność, bezdomność.
A dobro przecież wraca.

My zbieramy groszaki, a dzieci są naprawdę szczęśliwe.
To właśnie teraz trzeba w nich kształtować te dobre postawy, kiedy jeszcze mają wyobraźnię, kiedy są takie wrażliwe, że potrafią zapłakać nad panią, która prosi na ulicy o pieniądze na chleb, bez względu na to czy to rzeczywiście chleb.
Trzeba im opowiadać o świecie takim, jaki jest. Jeśli będą żyły w błogiej nieświadomości, w przeświadczeniu, że wszystkie dzieci mają tak dobrze, jak one, to nic dobrego z tego, dla nich również, nie wyniknie. Bo zderzenie z rzeczywistością, której nie poznały  w domu, może być bardzo bolesne.

Góra grosza
ruszyła 21 listopada i potrwa do 5 grudnia. To też jest niesamowite, bo to przecież raptem 2 tygodnie. Razem przez 14 lat to będzie 7 miesięcy.
Zestawienie 7 miesięcy i 26 milionów robi wrażenie.

Tutaj także bywam

Related posts

Leave a Comment