
Kiedyś, gdzieś przeczytałam wywiad z Kortezem.
Opowiadał w nim o tym, jak to się stało , że śpiewa.O tym czym jest dla niego to śpiewanie. I o rodzinie, o swoim synu.
I wpadło mi w oko takie jedno zdanie, które sobie zapisałam
Redakcja – Największa mądrość, którą chciałbyś mu przekazać? (synowi)
Kortez – Jaka mądrość? Mądrości nie da się przekazać. Nikogo nigdy nie zatrzymasz przed czymś. Najważniejsze jest, by nie dać sobie wcisnąć czegoś do głowy.
Zapisałam sobie, bo mi się to zdanie jakoś spodobało, a wczoraj przypomniało mi się w związku z trochę inną sytuacją, ale wydaje mi się, że bardzo pasuje. I dodałabym do tego: i nikogo do niczego nie zmusisz, chyba, że go złamiesz.
Jak może wiecie, mam dwie Królewny. Starsza uczy się już od pięciu lat gry na skrzypcach w Szkole Muzycznej.
Dostarcza nam coraz to nowych emocji, wzruszeń.
Dzięki niej poznajemy muzykę, której pewnie byśmy nie poznali, a może dopiero kiedyś tam.
Poznajemy wspaniałych, cudownych ludzi.
Jest z tym mnóstwo, raz kłopotów, innym razem radości i dumy. Wiele biegania, mało czasu na wszystko inne i potrzeba dobrej organizacji zarówno z naszej strony, jak przede wszystkim z jej.
Na szczęście wszyscy sobie z tym radzimy, a Królewna kocha grać.
A poza tym ma dodatkowo 100 pomysłów na minutę i chciałaby robić wszystko, co wpadnie jej do głowy.
Młodsza Królewna jest zupełnie innym człowiekiem i to właśnie w związku z nią przypomniał mi się ten cytat.
Jest młodsza o dwa lata od siostry, dzielnie ją dopinguje. Znosi niewygody. Kiedy trzeba siostrze towarzyszyć.
Co chwilę ktoś z nauczycieli w szkole pyta ją czy nie chciałaby, skoro siostra gra, sama spróbować jakiegoś instrumentu.
Odpowiedź brzmi zawsze: nie.
Dlaczego? Bo nie.
Ja, tata, dziadkowie, siostra od czasu do czasu zadajemy jej pytanie o to czy chciałaby tańczyć, czy chciałaby śpiewać, malować, grać… Odpowiedź zawsze brzmi nie.
Nie dlatego, że nie lubi, że nie potrafi.
Ona chce to wszystko robić, ale w domu.
Jest bardziej nieśmiała od siostry, bardziej zdystansowana do otoczenia, nie ma potrzeby bycia w centrum uwagi.
Chce robić to wszystko po swojemu i na swoich warunkach.
Namówiłam ją na Scholę. Z wielkim trudem, na szczęście teraz jest szczęśliwa.
Uwielbia te spotkania, dzieci i bardzo lubi śpiewać. Przełamała się nawet do śpiewania w kościele.
Namówiłam ją na dodatkowe zajęcia plastyczne w szkole, bo uwielbia malować, rysować, wycinać i lepić.
Na szczęście lubi bardzo panią Jolę i zajęcia jej się coraz bardziej podobają.
Dlaczego ja piszę: na szczęście?
Bo ostatnio mi powiedziała: mamo ja się na te zajęcia zapisałam dla Ciebie, żebyś była szczęśliwa.
Matko jedyna, co ja zrobiłam! Naprawdę, prawie się załamałam.
Porozmawiałyśmy sobie, wyjaśniłyśmy sobie dlaczego ja się właśnie tak zachowałam i że nie chodzi o to, żeby mnie uszczęśliwiać i że ją bardzo kocham, a ona mnie…
A w duchu obiecałam sobie solennie, że już nigdy więcej.
Przecież na zajęcia czytelnicze w szkole zapisała się sama, z własnej inicjatywy.
Bo coraz bardziej lubi czytać, bo chce pisać wiersze 🙂 , bo lubi panią.
Do Marianek przyłączyła się sama, z własnej inicjatywy.
No, to czego ja, do cholery, od tego dziecka chcę?
Dlaczego ja się tak zachowałam? Przecież jeszcze przed narodzinami starszej Królewny zawsze byłam zdania, że dzieci nie można przeciążać, że muszą mieć czas, że jeśli zajęcia dodatkowe, to bez przesady.
Zaczęłam się zastanawiać i doszłam do wniosku, że to chyba obawa o oto, żeby nasza mała nie poczuła się gorsza od siostry.
Bo w gruncie rzeczy mnóstwo czasu i energii poświęcamy starszej.
Bo to ona ma egzaminy i występy i trzeba jej pomóc.
Trzeba być cicho, trzeba z nią pójść, pojechać i jeszcze wiele innych spraw się z nią i jej graniem wiąże.
Nigdy nikt z nas nie robił różnicy pomiędzy dziewczynami, obie są jednakowo chwalone, przytulane, kochane.
Z każdą, jeśli nie ja, to tata, albo dziadek, odrabiamy lekcje.
Każdej mówimy, że ją kochamy. Zresztą nie zauważyłam nigdy, żeby młodsza Królewna miała do kogoś tego rodzaju pretensje, albo czuła się odtrącona czy gorsza.
To w tej mojej durnej głowie coś się poplątało i straciłam czujność.
To nie znaczy oczywiście, że nie trzeba być czujnym, że nie można podsuwać pomysłów, sugerować wyborów, ale na pewno już nigdy nie będę jej, ani drugiej córki do niczego zmuszać.
To muszą być ich własne decyzje. To się przecież przełoży na ich przyszłe życie.
To dobrze, że te pomysły, na które się zdecydowała moja kochana młodsza Królewna w efekcie jej się spodobały, ale co by było gdyby cierpiała chcąc mnie uszczęśliwić?
Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.








Dodaj komentarz